Tak długo czekałam…

 

134_temida

W kwietniu 2015 roku umówiłam się na pierwszą wizytę u seksuologa. Pamiętam jak dziś ten dzień, gdy poszłam na wizytę do pani Pauliny. Bardzo mnie ujęła swoim podejściem do mojej osoby. Spędziłam u Niej ponad rok. Podczas naszych spotkań nie raz rozmawiałyśmy o tym, jak będzie wyglądał proces, ale przede wszystkim, próbowałyśmy sobie odpowiedzieć, co się zmieni, gdy proces dostosowania dobiegnie końca.

Od tamtego czasu wydarzyło się tak wiele. Pochowałam ojca, sprzedałam mieszkanie w Chodzieży, co wiązało się z opuszczeniem mojego rodzinnego miasta na stałe. Zaczęłam życie w Poznaniu. Zaczęłam działać aktywistycznie, zaczęłam robić coraz więcej rzeczy, które kocham.

W sierpniu 2016 roku złożyłam pozew sądowy. Miałam wtedy nadzieję, że na jednej rozprawie się skończy. Tak się nie stało. W marcu tego roku była pierwsza rozprawa. Potem byłam u biegłego. Nawet nie żałuję, bo uzyskałam potwierdzenie, że sposób, jaki preferuję i propaguję, ma swoje mocne strony. Oczywiście, są tacy, którzy uważają, że nie mam racji, że wcale nie musiało wyglądać tak, jak wyglądało. Nie ważne. Dla mnie ta droga była skuteczna i ważna. Przeszłam ją i wiem doskonale, ile mi dała, jak mi pomogła i jak dzięki temu przygotowałam się do życia, jakie obecnie prowadzę. Obecnie w ramach mojej Fundacji wdrażam usługę kompleksowego wsparcia osób transseksualnych, właśnie bazując na tym wzorcu, jakiego sama doświadczyłam. Już niedługo zacznę opracowywać praktyczny poradnik o tym, jak ten proces może wyglądać, jakie decyzje stawia przed osobą, która z niego skorzysta. Piszę – niedługo, bo wreszcie przyszedł ten moment, gdy moja długa droga, która świadomie zaczęła się jesienią 2011 roku, dobiega do swojego kulminacyjnego momentu.

Jutro jadę do Piły, do sądu, na drugą, i mam nadzieję, że ostatnią, rozprawę.

Kiedyś bardzo dawno gdzieś tam napisałam, że chciałabym kiedyś usłyszeć wyrok, który wcale wyrokiem nie jest. I jutro być może ten wyrok usłyszę.

Coś, co już praktycznie dawno odeszło, jutro być może odejdzie ostatecznie i na zawsze.

Także kiedyś, bardzo dawno napisałam, że żaden kawałek plastiku nie będzie decydował o tym, kim jestem. Tak, nadal tak uważam, ale równie silnie jestem przekonana, że ten kawałek plastiku jest ważny i cieszę się, że wreszcie, po tylu latach, będzie wskazywała na to, kim jestem, a nie to, kim według innych byłam. Tak, byłam, bo w tym przynajmniej nic się nie zmieniło. Nawet, gdyby w jakiś niepojęty sposób okazało się, że jednak tego „wyroku” nie usłyszę, nic to nie zmieni w moim życiu. Ale mam nadzieję, że to tylko czarny scenariusz, który się nie wydarzy.

Już raz narodziłam się na nowo. 16 czerwca 2016 roku na stole operacyjnym.

Jestem przekonana, i głęboko w to wierzę, że do tamtej daty dojdzie kolejna – 6 listopada 2017 roku. Dzień, gdy ostetecznie zamknie się pewien długi etap mojego życia…

 

 

One thought on “Tak długo czekałam…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *