Transseksualna studentka…i nie tylko.

Gdy rok temu złożyłam propozycję na spotkaniu grupy koordynatorów odnośnie nawiązania współpracy z uczelnią, której dopiero co zostałam studentką, usłyszałam tyle słów zarzutów oraz poddano mnie takiej presji, że wyszłam z tamtego spotkania z płaczem. Potem zostałam poddana silnej presji, podważono moje kompetencje, oskarżono o coś, czego nie zrobiłam, obwiniono za to, że została wypowiedziana umowa współpracy…

Do dziś nie usłyszałam słowa przepraszam od nikogo z tamtej grupy…

Nie poddałam się. Założyłam własną fundację. Zrealizowałam z powodzeniem oba projekty studenckie. Zdałam egzaminy.

Dziś wróciłam z pierwszego zjazdu w tym semestrze.

Byłam na inauguracji roku akademickiego na początku października.

Tak, jak powitała mnie Pani Prorektor, mało kto mnie wita. A odbyte potem rozmowy tylko potwierdziły, że to nie był przypadek.

Mam za sobą spotkania i rozmowy z Panią Rektor, Panią Prorektor ds Szkolenia, Panią Prodziekan Kierunku Psychologii, kilkoma wykładowcami.

I okazało się, że dla tych osób jestem osobą na tyle kompetentną, że moje propozycje zostały wysłuchane z uwagą i od razu usłyszałam o tym, w jakim zakresie mogłaby ona być realizowana.

Cieszę się tym bardziej, że już wiem, że moje studiowanie to nie będzie jedyne zajęcie związane z życiem akademickim podczas mojej przygody ze studiami.

I co najważniejsze, moje działania w tym zakresie będą ściśle związane z tematem transpłciowości. I to na wielu płaszczyznach.

Ten weekend był bardzo wyczerpujący, ale bardzo konstruktywny. Cieszę się, bo okazało się, że trafiłam na bardzo otwartych ludzi, zarówno tych, których już znałam, jak i zupełnie nowych.

Jestem przekonana, że zostały stworzone podstawy do wspaniałej współpracy, która przyczyni się do przełamania kolejnych uprzedzeń i stereotypów. A mi pozwoli wykorzystać temat transpłciowości w jeszcze szerszym wydaniu w czasie mojej kariery studenckiej.

Moja nowa grupa jest też niezwykle ciekawa. Miałam okazję przekonać się ponownie, jak kontakt z osobą trans może być trudnym przeżyciem dla kogoś innego tylko dlatego, że posiada zbyt małą wiedzę w tym zakresie. Uzmysłowiło mi to ponownie, jak ważna jest nasza obecność w przestrzeni publicznej. I to właśnie taka, z podniesioną przyłbicą, z pełną otwartością i na wyciągnięcie ręki.

Doświadczam tego stale. A mimo to, za każdym razem przeżywam bardzo, gdy ktoś mi mówi, że jestem pierwszą żywą osobą trans, jaką spotyka i że może zapytać, porozmawiać, obserwować…Dostać odpowiedź na każde pytanie.

Jest jeszcze jeden konkretny efekt rozmów, jakie dzisiaj odbyłam. Mam już prawie skonkretyzowany zakres i temat pracy licencjackiej. Oczywiście, ściśle związany z tematyką transpłciowości.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To, jak zostałam potraktowana rok temu, poskutkowało tym, że dzisiaj rozmawiam w swoim imieniu i przedstawiam propozycje, za które w pełni odpowiadam. I mogę decyzje podejmować od razu. I to w ten weekend bardzo mi się przydało…

Jednak nie będę dziękowała. Natomiast potraktuję tą historię, jako przykład, kolejny w moim życiu, gdy pozorną klęskę przekuwam na sukces.

I dlatego, mimo, że bardzo boli to brakujące 0,1 punktu w najnowszej porażce, jakiej doświadczyłam, wierzę, że niedługo przekuję ją na kolejny sukces.

Zresztą jeden już się pojawił. Moja Fundacja za pieniądze z grantu wyda drukiem bardzo wartościową pozycję poświęconą zagadnieniom prawnym, społecznym i medycznym procesu tranzycji.

2 thoughts on “Transseksualna studentka…i nie tylko.”

  1. Ania miło było Cię poznać…Cieszę się, że dzielisz się z nami sobą. Mieszkając w UK przywykłam do wszystkich i do wszystkiego…nie dziwi ani nie szokuje mnie już nic…może czasem boli ludzka ignorancja. Gratuluję Ci siebie. Mam nadzieję, że razem stworzymy coś fantastycznego! Moc uścisków z UK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *