Operacja

Im bliżej finału, tym coraz częściej myślę o niej.

Nie dlatego, żeby zaraz ją zrobić, ale…właśnie, ale. Apetyt rośnie w miarę jedzenia? Nie wiem co mnie prowokuje ponownie do tych myśli. Przecież nie mam problemów, by funkcjonować tak, jak chcę, a jednak…To nawet nie jest spowodowane, że go jakoś specjalnie w sobie nie lubię. Doceniam zalety jego posiadania, gdy muszę skorzystać z toalety w pociągu na przykład. Ale mimo wszystko myślę o tym coraz częściej.

To chyba jednak jest tak, że do wszystkiego trzeba dojrzeć. I wiem, dlaczego u mnie wygląda to tak, jak wygląda. Od początku tak było…

Najpierw był fetysz. Potem szukałam możliwości funkcjonowania jako transwestyta. I zarzekałam się, że nie będę brała hormonów, że o reszcie nie wspomnę. Potem stwierdziłam, że jestem transkobietą, ale zamierzam żyć w takiej formie, w jakiej wtedy funkcjonowałam. Aż wreszcie zapadła decyzja. Tranzycja.

Wszystko to były etapy. Miały swój wstęp, realizację i zakończenie, będące jednocześnie wstępem do kolejnego etapu. I to chyba cała tajemnica. Zrealizowałam kolejny etap, więc można było zobaczyć, gdzie jestem i jak się z tym czuję. Nie ukrywam, że na samym początku przerażała mnie wizja tego, co mnie czeka, jak podejmę pełną procedurę korekty. Teraz okazuje się, że ją przeszłam, ale zrobiłam to na raty. I przez cały czas nie miałam z tym problemu, nie wariowałam z niecierpliwości, braku możliwości tego czy tamtego. Ale jednocześnie cały czas dojrzewałam do kolejnego etapu, do kolejnej decyzji.

Tak było na przykład przy okazji orchidektomii, która wcale łatwą decyzją nie była. Była czymś, co wymagało ode mnie bardzo wnikliwej psychoanalizy. Jednak bardzo pomocna była tu świadomość, że jest to wręcz wskazane ze względów zdrowotnych, więc podjęcie decyzji nie było aż tak trudne. A jednak nie było łatwe. Mimo, że musiałam się jej poddać, to podeszłam do zabiegu jak do swoich narodzin na nowo i nawet komplikacje pooperacyjne nie osłabiły mojej radości, że stało się to, co się stało.

Wtedy byłam przekonana, że to wszystko, co w zakresie operacyjnym zrobię. lecz już wtedy zostało zasiane ziarenko, które cały czas spoczywało na pożywnej glebie i czekało. A teraz zaczęło kiełkować i prowokować mnie ponownie do zadania sobie pytania. I to pytanie jak już raz się pojawiło ponownie, nie chce dać się odsunąć w niebyt…

Cały czas mam w szufladzie sporo bielizny, której mimo, że mam już tam o wiele mniej, nadal nosić nie mogę. Nadal marze o tym, by założyć kostium i iść na basen, kostium bez spódniczki. Tym bardziej, że już niedługo będę mogła oficjalnie. gdy patrze na swoje nagie ciało i widzę małe, bardzo małe, ale jednak, piersi, chciałabym coraz bardziej na dole nie widzieć tego, co widzę teraz. Nie muszę mieć pochwy i nigdy jej mieć nie będę, ale mogę nie mieć jego…

Jeszcze muszę się skupić na obecnym kroku. Jeszcze wymaga on wiele uwagi. Ale widzę, jak zmieniła się moja świadomość od czasu, gdy pisałam pozew. Wtedy pisałam, że potrzebuję prawnej korekty by poddać się operacji, bo tak trzeba było napisać. I wiedziałam, że będę musiała tak mówić na rozprawie. Już wtedy, by to było jak najbardziej autentyczne, byłam przekonana, że gdyby ktoś mi dała wtedy pieniądze, nie wahałbym się. I chyba ta myśl także kiełkowała. Teraz, gdy za ponad 3 tygodnie mam mieć konsultację u biegłego, właściwie już przynajmniej w zakresie chęci nie muszę udawać…Chcę się jej poddać. Czy tak się stanie ? Czas pokaże. Ale zbliżający się ku końcowi kolejny etap prowokuje kolejne wyzwanie. Stawia kolejne pytanie. I odpowiedź jest coraz bardziej zdecydowana.

Oczywiście, teraz, gdy zaczynam poważny projekt, gdy podjęłam studia, gdy być może będę realizowała projekt konkursowy, operacja wiele by skomplikowała…Ale obawiam się, że moja kolejna książka znowu zaczyna odsuwać się w czasie, bo skoro zaplanowałam w niej opisać cały proces, CAŁY, to…Nie wiem, czy chcę za długo jej debiut odkładać…

Mój chirurg urolog takiej operacji jeszcze nie robił, ale sam mi ją zaproponował. tej, którą mi zrobił, w takiej formie, też jeszcze nie robił. Ja byłam pierwsza.

Niedokończona sprawa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *