Projekt, plany, wizje…zamówienie.

Mam za sobą dwudniowe szkolenie oraz jedno spotkanie ogólne. Mam też za sobą jedną konsultację. Przede mną jeszcze jeden dzień szkolenia za 10 dni. Wtedy dostanę certyfikat. Jednak już teraz, dzięki temu, co się dowiedziałam na szkoleniu o sposobach zakładania, działania i finansowania organizacji pozarządowych, skrystalizował się mój dalszy plan działania. Dzięki dyskusjom w odniesieniu do konkretnych potrzeb oraz przy analizie dotyczącej tworzenia biznes planu, mogłam bardzo szczegółowo doprecyzować swój plan do wymagań. Mam już wizję, teraz muszę jeszcze doprecyzować kilka szczegółów i zacznę nad nim pracować. Bardzo pomocne okazało się to szkolenie. Bardzo żałuję, że już latem zeszłego roku, gdy pierwsze myśli pojawiały mi się w głowie, nie wpadłam na to, by szukać takich możliwości. Zupełnie inaczej bym na pewno to wszystko poprowadziła od samego początku. Teraz będzie trzeba wiele spraw przebudowywać, dopasowywać. Mam tylko nadzieję, że nie okaże się, że będę musiała zaczynać wszystko od zera. Ale dobrze, że jeszcze na tym etapie mogłam zdobyć wiedzę i wsparcie merytoryczne, gdyż teraz jeszcze wszystko można zmodyfikować.

W każdym bądź razie już niedługo zaczynam pisać biznes plan. Zdaję sobie sprawę, że nie będzie łatwo, ale już wiem, że nie jestem w tym sama. Poza tym, zrobiłam rozeznanie rynku, skonsultowałam ten pomysł z kilkoma osobami, które mają niezbędne doświadczenie i wiem, że są realne szanse na powodzenie tego projektu. W końcu, skoro spodobał się koordynatorowi konkursu „Innowacje” na tyle, że kazał mi zgłosić go do konkursu, co też uczyniłam, to coś w nim musi być. Już niedługo zaczną się rozmowy w ramach tego konkursu.

A wracając do tematu transpłciowości, ponownie miałam okazję przekonać się, jak w prosty i normalny sposób można zaistnieć w grupie obcych ludzi, którzy pierwszy raz mają do czynienia z osobą trans. Do tego stopnia, że na drugi dzień sami mówią o tym, że na początku mieli obawy, czuli się niepewnie, a wystarczyło tak niewiele czasu, by pozbyć się swoich stereotypów i bez skrępowania pytać się. Czułam się bardzo fajnie podczas tych dni. Poznałam fajnych ludzi, którzy traktowali mnie zupełnie normalnie, a Ci, którzy mieli pewne opory, sami o tym po pewnym czasie mówili i chcieli pokazać, że zmieniło się ich nastawienie. Zawsze przy takich okazjach analizuję to, co działo się w ostatnim czasie i nadal w pewnym sensie się dzieje. Dlaczego tam, gdzie z założenia powinnam czuć się zrozumiana i być wspierana, jest wprost przeciwnie a tam, gdzie z pozoru powinnam być w najlepszym wyjściu ignorowana, nawiązuję doskonałe relacje. Studia, spotkania u Marty Mazurek, rozmowa z Violą i Elą w sprawie udziału w Kongresie Kobiet, szkolenia, spotkania informacyjne, konsultacje…Wszędzie byłam i jestem traktowana z szacunkiem i nikt nie podważa moich kompetencji, wręcz odwrotnie, są one dostrzegane i podkreślane. Ja już dostrzegam tą prawidłowość i praktycznie jestem w stanie ją nazwać. I wiem, jak się czuję, gdy angażuję się w takie lub inne sprawy. Teraz już zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że cieszę się, że coś tam, co planowałam i co spowodowało, że próbowałam się angażować jesienią zeszłego roku w pewne działania, nie wyszło. Dzięki temu skupiłam się na zupełnie innych obszarach, w których czuję się jak przysłowiowa ryba w wodzie i przede wszystkim widzę realne korzyści.

Tak, chyba tak mogę powiedzieć o sobie: trochę aktywistka, ale trochę inna, niż z pozoru mogłoby się wydawać; trochę społeczniczka, ale i tutaj wybiegająca poza standardy. Wyłamująca się z ram, i to w dodatku przeróżnych, w których inni chcieli i chcą mnie widzieć.

Gdy planowałam trzecią książkę, „Ostatni rozdział”, byłam pewna, że to będzie ostatnia. Niedawno, gdy wróciłam do prac nad nią, bo zbliżający się termin rozprawy mnie do tego zobligował, dodałam znak zapytania. Nie minęło wiele czasu i widzę, że nadal będę miała o czym pisać. Ten nowy rozdział, który już w moim życiu się zaczyna, już mi pokazuje, jak ciekawym może być, jakim już się staje moje życie. Poza tym, pisać i tak będę, bo dostałam kilka dni temu propozycję napisania książki na konkretny temat. Praktycznie sprawa jest na tyle jasno powiedziana, że mogę to traktować tak : napisz, a ja już postaram się, by została wydana…

Zatańczmy przeciw przemocy !

Czas przygotowań, wspólne próby oraz wspaniały wspólny taniec pokazały, że jest to doskonała forma mówienia Stop dla wszelkich aktów przemocy względem kobiet. Przemoc dotyka nas każdego dnia, więc postanowiłyśmy mówić o tym non stop. Jednym ze sposobów, jaki chcemy Wam zaproponować, są cykliczne spotkania, podczas których będziemy tańczyć nasz układ, ale nie tylko. Będziemy też sobie przypominać, po co to robimy.

Na pierwsze spotkanie zapraszamy już 12 marca o godzinie 16.00 do szkoły tańca One Dance Studio, Poznań, Garbary 64.

Liczymy na Wasz udział i na Wasze pomysły. Na pierwszym spotkaniu chciałybyśmy Wam przedstawić nasze pomysły i wspólnie z Wami zaplanować kolejne.
Zapraszamy
Ania i Sandra

Spotkanie kobiet nieheteronormatywnych 40+

spotkanie kobiet tło 2

Zapraszamy wszystkie kobiety, które nie wpisują się w ogólnie przyjęte normy, na spotkanie przy kawie. Co się wydarzy? Jaki będzie przebieg? Kogo spotkacie? To tylko zależy od Was. Przyjdzcie, poznajcie się, zaprzyjaźnijcie, wypijcie razem kawę albo herbatę i porozmawiajcie o wszystkim, co was fascynuje, cieszy, smuci…Być może właśnie tutaj poznasz kogoś, na kogo czekasz od dawna.

Spotkanie odbędzie się już w najbliższą sobotę. Początek o godz.16.00. Miejsce-Poznań, Libelta 22, siedziba Stowarzyszenia Lepszy Świat

 

 

„Ostatni etap?”

Tak będzie się nazywała moja kolejna książka. Ostatni rozdział. Kiedyś tak ją nazwałam roboczo i tak postanowiłam zostawić. Jednak patrząc na moje życie, na jego dynamikę, na pewno nie będzie to ostatni rozdział. Dlatego znak zapytania. Nie wiem, czy napisze w przyszłości kolejną. Chociaż coś tam zaczęłam pisać, ale nie wiem, czy akurat ten wątek będę kontynuowała. Wracając do „Ostatniego rozdziału?”, zaczynam domykać poszczególne rozdziały, bo coraz mniej niewiadomych. A poniżej na zachętę koniec rozdziału tytułowego. I już mam dylemat, gdzie on się w książce znajdzie…na chłopski rozum powinien na końcu…Już niedługo się okaże…

Laura

Minęło kilka miesięcy. W pełni już zaaklimatyzowałam się w moim nowym mieszkaniu. Mieszkaniu, które stało się bardzo hermetyczne.
Czy będę sama? Raczej tak. Moje mieszkanie mówi o tym na każdym kroku. Nie ma nawet miejsca na drugą szczoteczkę do zębów..
Laura zdominowała je. Zdobyła większość obszarów. Spogląda często na mnie a to z wyżyny szaf, albo zza monitora komputera, wygrzewając się w cieple lampy na biurku. Być może niedługo przybędzie jej towarzysz, bo mam takie plany. I to będzie tyle, jeżeli chodzi o lokatorów mojego mieszkania. I chyba mojego życia. Oczywiście, zdarza się, że kogoś goszczę. Być może nawet kogoś przygarnę na dłużej, jak będzie taka potrzeba, ale to zawsze będzie tylko gość.
Dobrze nam razem z Laurą. Każda z nas wie, czego może się po drugiej spodziewać. Pokochałam to moje małe kocię i chyba tylko taką miłość przewiduję w swoim życiu w przyszłości. Czy mi z tym źle? Nie, wręcz odwrotnie, ona nie wymusza na mnie niczego, poza pełną miseczką i jest taka cicha. Kocham ją. Kocham jej mruczenie wieczorem w łóżku obok mojej głowy, gdy ciągnie mnie za włosy. Kocham jej pieszczoty, gdy przychodzi by się pomiziać. Kocham jej psoty, gdy wygląda zza ukrycia i patrzy, czy nie jestem na nią zła.
Nie przypuszczałam, jak decydowałam się ja przygarnąć, jak bardzo mocno zaistnieje w moim życiu i jak niezbędnym lokatorem się stanie. Zawsze, gdy wieczorem siedzę przy komputerze i piszę, ona leży zaraz za monitorem. Widzę ją i serce mi się rozpływa z radości, że ona tutaj jest…

Moja ulubiona gazeta

Co prawda minęło już sporo czasu, ale to nic. Przewartościowanie pewnych spraw. Nowe liczne obowiązki. Inne priorytety. Wszystko to spowodowało, że strona, którą zamknęłam, gdy wydałam książkę „Opowieści różnej treści” okazała się ostatnią poświęconą moim losom. Mam co prawda dalsze teksty, galerie zdjęć, ale praktycznie nie odczuwam potrzeby tworzenia tej historii w takiej formie dalej. Między innymi, mimo, że jakiś czas temu napisałam, że kończę blog, ożywiłam go i wzbogaciłam. Nawet stworzyłam kolejny http://porozmawiajmyotransplciowosci.blog.pl . Doszłam do wniosku, że ta forma obecnie bardziej mi odpowiada. Pozwala poza tym zachować bardziej żywą, bardziej autentyczną formę. Ale też lepiej selekcjonować to, co chcę napisać. Z tego powodu pewne fajne wydarzenia w sumie zostały pominięte. Dlatego od czasu do czasu pojawi się coś z archiwum.

Chodzieżanin

Pod koniec zeszłego roku napisała do mnie Ania z „Chodzieżanina”, że zawsze piszą o tym, co dzieje się u niektórych z ich bohaterów, jacy pojawili się w ciągu roku na ich łamach. Bardzo mnie ucieszyła propozycja, by i o mnie napisać. Wykorzystałam okazję, by powiedzieć na łamach prasy o dopiero co powstającej Fundacji.

W ostatnim czasie miałam okazję kilkakrotnie mówić o tym, jak odnajdywałam się w swoim rodzinnym mieście. Nowo poznawane osoby w ramach moich nowych wyzwań, jak chociażby podjęcie studiów na kierunku psychologia, pozwoliły mi mówić o tym w zupełnie innym kontekście, ze zwracaniem uwagi na inne kwestie. I wtedy tym bardziej doceniłam to, jak dobrze się stało, że przyjęłam taki sposób prezentacji swojej osoby w rodzinnym mieście. W ciągu tych niespełna dwóch lat pojawiłam się na łamach „Chodzieżanina” 5 razy i raz w „Tygodniku Pilskim”. Poza tym, dwa razy Chodzież pojawiła się w filmach dokumentalnych z moim udziałem. Niewątpliwie fakty te miały bardzo duże znaczenie w tym, w jaki sposób byłam odbierana i zresztą nadal jestem, w moim rodzinnym mieście. Już niedługo ponownie pojawię się w świadomości Chodzieżan, gdyż czworo z nich 1 marca będzie mi towarzyszyło w trakcie rozprawy w pilskim sądzie. Rozprawy o prawną korektę płci metrykalnej. A o tym na pewno napiszę. Także książka, która czeka już tylko na dokończenie rozdziału o procesie i pierwszych krokach administracyjnych, ponownie przywoła bardzo mocno moje rodzinne miasto, gdyż to właśnie w nim mieszkałam, gdy przechodziłam większość etapów mojej tranzycji. Przecież zaczęła się ona bardzo znamiennym faktem. Moim coming-outem przed całym miastem na pogrzebie mojej mamy w lutym 2015 roku.

A wracając do mojej historii. Kilkakrotnie ostatnio usłyszałam, że powinnam prowadzić wideo bloga. Czasu na pisanie mam coraz mniej, albo inaczej, mam coraz więcej do pisania, więc kto wie, czy to nie doskonały pomysł. Wstrzymuję się tylko dlatego, że zazwyczaj, jak mam wenę, to jestem już za mało „reprezentatywna” na występ przed kamerą, dlatego nadal piszę i zapewne długo jeszcze będę pisała. Ale jak znam siebie, pewnie za jakiś czas spróbuję swoich sił z tym wideo blogiem…

Recepty

Niedawna wizyta na oddziale endokrynologii przyniosła kilka zmian. Jak już wspominałam, zostałam bardzo dokładnie przebadana. Miałam też konsultację psychologiczną, co zaowocowało tym, że dwa dni temu wzięłam aktywny udział w innej konsultacji już w ramach moich praktyk. Poznałam kolejny ciekawy przypadek, który pokazał mi problemy osób trans już po pełnej prawnej korekcie a przed medyczną, która właśnie jest tematem, z jakim boryka się osoba, z którą rozmawiałam. Mogłam z nią podzielić się swoimi doświadczeniami a propos orchidektomii. Przyznam się, że w takiej sytuacji znalazłam się pierwszy raz w swoich doświadczeniach w kontaktach ze środowiskiem transseksulanym.

Innym fajnym efektem pobytu na oddziale jest to, że w wypisie dostałam zalecenia, jakie leki mam brać, oraz kiedy mam mieć kolejne badania kontrolne, w tym usg tarczycy, dzięki czemu już od teraz recepty może mi wypisywać lekarz rodzinny. Dostałam też od niego skierowanie na wizytę w poradni endokrynologicznej. W ten sposób, w 17 miesięcy po rozpoczęciu kuracji hormonalnej, przeszłam w zakresie badań i recept całkowicie w zakres świadczeń NFZ. Oczywiście, nie wszystkie leki mam refundowane, bo to nastąpi dopiero po tym, jak będę już prawnie kobietą. Ale i tak mam teraz o wiele łatwiej. Szybszy i prostszy dostęp. za kilka dni rozprawa. Wszystko zmierza tam, gdzie pragnę i na co czekałam już tak długo.

Przeciw przemocy

Kolejne spotkanie u Pani Marty Mazurek poświęcone było wymianie doświadczeń, informacji i możliwości, jakie mają oraz dają poszczególne jednostki skupione na przeciwdziałaniu przemocy. W spotkaniu tym wzięłam udział osobiście jako przedstawicielka naszej Fundacji. Wspomniałam o złożonych problemach osób transspłciowych i przedstawiłam obecnie prowadzone działania także w skierowane na pomoc konkretnym osobom. Dzięki tej inicjatywie uzyskaliśmy już niezbędną wiedzę, jak można uzyskać wsparcie dla konkretnych działań, jakie obecnie podejmujemy. Sama inicjatywa, z jaką wyszła Pani Marta, jest niezwykle cenna, co zgodnie przyznali uczestnicy. Często, o czym wspominała chociażby Basia Sinica ze Stowarzyszenia Kobiet Konsola, nie wiemy, gdzie kierować osoby, które do nas zwracają się po pomoc. Uzyskane informacje (jak dla przykładu od przedstawicielek TKOPD czy MOPR) już pozwoliły nam uzyskać konkretne informacje, które pomogą nam wdrożyć program pomocy dla jednej z naszych podopiecznych.

Co znamienne, wszyscy uczestnicy byli pod wrażeniem skuteczności działania Pani Marty, która konsekwentnie realizuje plan, dzięki któremu wiele organizacji, działających na różnych polach, może skutecznie współpracować.

Podczas spotkania padła propozycja, by stworzyć zbiorczy biuletyn informujący w przystępny i konkretny sposób, gdzie i jak zwracać się o pomoc ze wskazaniem z jakim zakresem do kogo. Pomoże to nam, organizacjom, do których zwracają się osoby po pomoc, kierować je pod konkretny adres lub zwrócić się po pomoc do miejsca, które może nam udzielić pomocy w zabezpieczeniu potrzeb osoby, która się do na zwróci.

Wskazała też na specyfikę osób transpłciowych i wynikające z tego faktu zagrożenia, gdy osoba taka, zwracając się o pomoc, zostałaby skierowana do specjalistów, którzy nie mają doświadczenia w pracy z osobami trans.

W przypadku jakichkolwiek pytań lub potrzeb związanych z szeroko pojętym tematem transpłciowości i wszelkich przejawów przemocy skierowanej przeciwko osobom trans na terenie miasta Poznania i okolic można dzwonić pod numer 667 863 841 lub na poznańską niebieską linię 61 814 17 17.

basia 08

Blisko, coraz bliżej

P1050690

Na zdjęciu jestem z Anią, kuratorką mojej mamy

Dziś dostałam wezwanie z sądu na 1 marca na godzinę 12.00. Nie miałam wyznaczonego spotkania z biegłym, więc zastanawiam się oczywiście, co to oznacza. Poprosiłam w pozwie o dopuszczenie opinii biegłego, więc przypuszczałam, że przed rozprawą zostanę do niego wysłana. Gdy dostałam odmowę zwolnienia z kosztów sądowych, pisałam w odwołaniu, że nie chodzi tylko o koszt pozwu, ale także biegłego sądowego. I teraz dostaję wezwanie. Od razu na rozprawę. Już za 11 dni przekonam się, co to oznacza. Może być tak, że moją dokumentację miał biegły i na tej podstawie wydał opinię. Mało prawdopodobne, gdyż raczej na pewno powinien chcieć się ze mną zobaczyć. Albo sędzia uznał, że konsultacja z biegłym jest niepotrzebna. Mam tylko nadzieję, że w takim wypadku moje wystąpienie w sądzie nie spowoduje, że zmieni zdanie. W każdym bądź razie jadę pełna nadziei, że 8 marca będę już obchodziła jako kobieta w świetle prawa. Powoli też muszę brać się za dopieszczanie książki. Jest jeszcze jeden niezwykły fakt. List dostałam 17 lutego…w drugą rocznice śmierci mojej mamy. Przypadek? Nie, ja nie wierzę w przypadki. Mamo, dziękuję…

Tańcem przeciwko przemocy

Gdy słuchałam Basi, jak opowiada, dlaczego taniec jest tak dobrym wyrażeniem nietykalności swojego ciała, spojrzałam ponownie w nowy, inny sposób na fragment siebie. Na fragment własnej osobowości.

Uwielbiam tańczyć od dziecka. Tylko w tańcu przez wiele lat czułam się sobą, czułam się bezpieczna, czułam się nietykalna. Taniec dawał i daje mi wolność. Potrafię się w nim zatracić, zamknąć oczy i zniknąć we własnym świecie, do którego nikt nie ma wstępu. Podczas tańca nie stanie mi się nic złego. Nigdy nie stało.

Anna Kaczmarek 1

I chyba właśnie o to chodziło inicjatorce akcji One Billion Rising, Eve Ensler, gdy ją zainicjowała w 2011 roku. W tańcu panujemy nad własnym ciałem, poznajemy je lepiej, uczymy się jego reakcji i lepiej je rozumiemy. Taka świadomość siebie samej jest bardzo ważna. Zwłaszcza dla tych, które padły ofiarą ataku i mają problem z akceptacją siebie, swego ciała. Muszą nauczyć się je akceptować na nowo. I właśnie taniec daje taką możliwość. Można pokochać je od nowa.

Myślę, że zwłaszcza osoby transseksualne wiedzą doskonale, o co chodzi; dlaczego to takie trudne. Po odkryciu i zrozumieniu, kim jestem, muszę nauczyć się swego ciała od nowa. Muszę je pokochać na nowo, bym mogła z nim dalej żyć, by to ciało, które nagle zaczyna być moim największym wrogiem, nie wpędziło mnie w miejsce, z którego nie ma odwrotu. Oczywiście, nie chcę tutaj porównywać, nie o to chodzi. Nie da się fizycznej przemocy porównywać z czymś innym. Jednak gdy już do niej dojdzie, zwłaszcza w postaci brutalnego ataku seksualnego, skutki są podobne. Ofiary nienawidzą swego ciała, czują wstręt do siebie…tak jak my. Najchętniej zabiłybyśmy to, co widzimy w lustrze. Sama przechodziłam ten etap, gdy nienawidziłam tego ciała, gdy chciałam je zniszczyć. I wtedy musiałam je pokochać od nowa. Musiałam, bo z tym ciałem będę obcowała do końca życia. I udało mi się.

Anna Kaczmarek 3

Bardzo pomógł mi w tym taniec. On pozwolił mi przypomnieć sobie te najszczęśliwsze chwile w moim życiu, gdy byłam jakby w innym świecie. Gdy mogłam być bliżej tej sfery, do której coś mnie ciągnęło, mimo że nie wiedziałam co. Taniec jeszcze kilka razy bardzo pomógł mi w życiu. Stał się takim kołem ratunkowym, które gdzieś tam cały czas jest w zasięgu. Dlatego tak trafiało do mnie to, co mówiła Basia. Dlatego jestem tak szczęśliwa, że dowiedziałam się o tej akcji i wzięłam w niej udział.

Tańczyłam w imieniu wszystkich osób transseksualnych i mam nadzieję, że nie byłam jedyna. Gdyż tak naprawdę, temat ten dotyka nas niezwykle mocno. Spotykamy się z dyskryminacją, wykluczeniami, atakami słownymi i fizycznymi. Stajemy się też ofiarami tak zwanych gwałtów naprawczych. Stajemy się ofiarami własnych fobii. Fobii, które powstają wskutek permanentnego stanu zagrożenia i dyskryminacji, w jakim wiele z nas żyje. Dlatego niektóre z nas postanowiły iść z podniesioną głową na przekór wszystkiemu. Ja właśnie do nich należę. Już podjęłam decyzję, że nie będę czekała, aż ktoś zrobi za mnie to, co dla siebie i innych mogę zrobić sama.

Anna Kaczmarek 4

Od momentu, gdy rozpoczęłam w taki sposób żyć, poznałam i cały czas poznaję wielu niezwykłych ludzi. Jedną z nich jest Basia Sinica. Poznałyśmy się podczas Alfabetu Różnorodności podczas Pride Week Poznań 2016. Moja dusza modelki przemówiła i czekała tylko, kiedy ponownie da upust pasjom. Ale najpierw Basia zaraziła mnie czymś innym. Zaprosiła mnie na próbę. Przyszłam…i zostałam. Tydzień później umiałam już układ i zaproponowałam Basi pomoc, która została przyjęta z radością. Zbliżałyśmy się wielkimi krokami do finału tegorocznej edycji, a mi w głowie zaczął się rodzić pewien plan. Na próbę wspomniałam o nim kilku dziewczynom, które poznałam na próbach i okazało się, że mój pomysł spotkał się z uznaniem.

Jedną z ostatnich prób miałyśmy w szkole tańca. Tam dostałam karnet na jedne zajęcia. Wybrałam sobie oukochane przeze mnie tance latynoamerykańskie. Jedną z prób Basia rozpoczęła rozgrzewką krokami salsy. Układ, salsa, szkoła tańca. Ja nie wierzę w przypadki. Powiedziałam o swoim pomyśle Basi, Sandrze, Marcie…I wzięłam na siebie kolejny obowiązek, który zaczynam wdrażać. Skoro taniec jest takim dobrym sposobem na to, by powiedzieć „STOP” i żeby pokochać siebie na nowo, to czemu czekać cały rok. Zaproponowałam, by akacja trwała cały czas, byśmy spotykały się regularnie i tańczyły. Nasz układ, ale nie tylko, mamy przecież do dyspozycji cza-czę, rumbę, salsę, sambę, jive, bluesa, mambo…Ale przede wszystkim, im więcej razy powiemy „Stop”, w jakiejkolwiek formie, tym więcej ludzi nas usłyszy ludzi. I o to przecież chodzi. Niech nas usłyszą.

Anna Kaczmarek 2

Zdjęcia dzięki uprzejmości Anny Kaczmarek

Obserwujcie nasze fanpejdże (One Billion Rising Poznań, Fundacja Trans-Akcja i One Dance Studio), a na pewno nie przegapicie tego, co dla Was szykujemy.

Sesja

16587299_1173127012786389_644025901244207330_o

Teraz mogę już powiedzieć, że jestem studentką z prawdziwego zdarzenia. Mam za sobą pierwszą w życiu sesję egzaminacyjną. Jednak za nim napiszę o niej, jedna refleksja ściśle związana z problematyką transpłciowości.

W piątek byłam w Dziekanacie i ponownie przekonałam się, jak ważne jest mówienie o swoich oczekiwaniach. Jedna z pan zwracała się do mnie w męskiej formie i gdy poruszyłam ten temat, powiedziała, że uważa, że tak powinna zrobić, skoro tak figuruję w dokumentach. Dopiero moje tłumaczenie, jak to wygląda, czego oczekuję, dlaczego tak długo to trwa, i na czym polega test realnego życia pozwolił mojej rozmówczyni zrozumieć, o co chodzi i jakie mam oczekiwania. Już kolejny raz spotkałam się z taką właśnie sytuacją, gdy ktoś, mając do dyspozycji moje dane, myślał, że powinien zwracać się do mnie w formie męskiej. To pokazuje, jak mało znana jest specyfika funkcjonowania osób transseksualnych i ile problemów sprawa osobom, które nie chcą nam sprawić przykrości, i chcąc postępować w stosunku do nas prawidłowo, robią coś wręcz przeciwnego. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie oczekiwali, że druga strona będzie wiedziała, jak postąpić, tylko sami to powiedzmy. Dzięki temu można będzie od razu wyjaśnić różne wątpliwości, jakie mogą się pojawić, ale przede wszystkim, wszyscy poczują się bardziej komfortowo.

filozofia

Sesja. Nie ukrywam, że miałam obawy, gdyż nie miałam pojęcia, jak się uczyć. od lat uczę się, zapamiętując i kojarząc, nie wkuwam. I tym razem zrobiłam podobnie. Próby wkuwania spełzły na niczym. Analizując już po egzaminach zagadnienia, uzmysłowiłam sobie, że i tak sporo się nauczyłam moja metodą i wystarczyłoby dosłownie poświęcić trochę czasu na usystematyzowanie pewnych spraw według klucza, tym bardziej, że na przykład do filozofii taki klucz mieliśmy podany. Nie wiedziałam tylko, jak ważna jest precyzja. Tutaj zemściło się na mnie to, że wypracowałam sobie sposób opisowy. I tak dla przykładu, dokładnie wiedziałam, co dane pojęcie oznacza, ale nie umiałam napisać tego krótko i dokładnie, co pan od filozofii skwitował bardzo celnie, oceniając mój test : „ale pani kombinowała z tymi regułkami” i tak dokładnie było. Dlatego uważam, że 3+, które dostałam, było zasłużone, chociaż wiedzy na pewno mam na 4 i niedosyt pozostał, bo otarłam się o nią. Podobnie było w przypadku egzaminów z psychologii, gdzie zwłaszcza w jednym brak doprecyzowania wiedzy w taki właśnie sposób bardzo się zemścił. na tyle, że nie jestem pewna, czy zdałam go. Mam przekonanie, że tak, że udało mi się na 3 napisać, ale pewność uzyskam dopiero, jak zobaczę oceny. Najbardziej frustrujące było sprawdzanie materiałów po egzaminie, gdzie zrozumiałam, jak mało mi brakowało, żeby nie zastanawiać się, czy zdałam. Co najbardziej mnie zdziwiło, że wcale nie odczuwałam stresu, zdenerowania. Byłam w trakcie egzaminów, przed, jak i po zupełnie spokojna. Tylko po szlag mnie trafiał, jak uzmysławiałam sobie, jak powinnam przygotować pewne zagadnienia, a czego nie zrobiłam. Ale teraz mam już mniej obaw co do dalszego toku studiów, bo już wiem, jak wygląda sesja, i wiem, na co muszę zwracać uwagę podczas nauki. Wiem też, że tak, jak wiele lat temu, tak i obecnie nie nauczę się nic na ostatnią chwilę. Muszę to robić systematycznie, i to też trochę mnie zgubiło, bo nagle sobie uzmysłowiłam, że nie czytałam skryptów, tylko wybiórczo szukałam potrzebnych informacji, i zrobiłam to szykując się do egzaminów, podczas, gdy powinnam w tym czasie tylko wydobywać to, co najważniejsze do egzaminu. Na pewno tego błędu nie popełnię w drugim semestrze. Tak, w drugim, bo już pozbyłam się wszelkich wątpliwości co do zasadności studiowania w tym trybie. Nawet krytyczne uwagi, które usłyszałam podczas sesji, nie wpłynęły na moją decyzję. Nawet stwierdziłam, że tak jak jest, lepiej mi pasuje. Są oczywiście pewne braki, ale gdzie ich nie ma. I już nie potrafiłabym się rozstać z poznanymi studentkami i studentami. Miałam okazję porozmawiać już kilkoma z nich o sobie, o planach, jakie mam, o tym co robię i cieszę się z tego, jak fajnie jestem odbierana. I nie ukrywam, że dużo satysfakcji, ale i odpowiedzialności wywołuje to, jak co chwilę słyszę, że jestem pierwszą osobą transseksualną, z jaką mój rozmówca ma do czynienia. Zresztą nie tylko na studiach. Widzę na każdym kroku, jak ważne jest to, co robię. Widzę, jak wielu ludziom sprawia przyjemność możliwość poznania osoby trans. A jeszcze bardziej mi przyjemnie, gdy zwraca się ktoś do mnie i mówi, że ma w gronie kogoś, kogo powinnam poznać, bo będę być może w stanie pomóc tej osobie. Samo studiowanie w takiej formie też jest dla mnie, i jestem przekonana, że nie tylko dla mnie, ważnym świadectwem. Widzę często, jak chodzę korytarzami uczelni, jaką sensację wzbudzam. To pokazuje, jak jeszcze bardzo oryginalnym zjawiskiem jest tak wyrazista osoba transseksualna w przestrzeni publicznej. I nie ukrywam, że daje mi satysfakcję świadomość, że to ja jestem właśnie tą osobą. Przede mną kolejne wyzwania. Czekanie na wyniki egzaminów. Planowanie koncepcji projektu konkursowego. Planowanie kolejnego projektu na drugi semestr. Sesja z Basią. zajęcia taneczne. Wdrażanie projektu zawodowego. I czekanie na wyznaczenie terminu rozprawy. Postanowiłam też nadrobić to, co zaniedbałam w pierwszym semestrze i przeczytać to, co nie przeczytałam jeszcze.

A teraz czas zabrać się wreszcie za opracowanie wywiadu z Panią Anią, bo muszę już pożegnać się (ale nie na długo, o tym jestem przekonana) z książką Barncrofta. I szukać kolejnych tematów…