Blisko coraz bliżej

Dzisiaj miałam kolejne wizyty u Pań Pauliny i Ani.

W obu przypadkach ustaliłyśmy, jak wyglądać będzie finał naszej diagnostyki. Za miesiąc z Panią Anią kończymy ocenę psychologiczną. Dzisiejsze testy wykonałam z bardzo dobrym rezultatem. Pani Ania była wręcz zachwycona i ponownie usłyszałam, że mam zając się psychologią, bo się marnuję. To jednak niedostępne dla mnie, więc pani Ania stwierdziła, że Ona sama coś wymyśli dla mnie, żeby mój talent i inteligencja się nie marnowały. Miło usłyszeć takie opinie, zwłaszcza, gdy mam cały czas w pamięci epitety i wyzwiska mojego byłego szefa, głównie właśnie na temat mojej inteligencji i kondycji psychicznej.

Ciekawa jestem, co też Pani Ania wymyśli.

Także z Panią Pauliną omówiłyśmy plan. Za miesiąc podsumujemy już proces diagnostyczny. Muszę jeszcze czekać na tomograf komputerowy głowy, który będę miała pod koniec czerwca. Pani Paulina natomiast od polowy czerwca do końca lipca będzie nieobecna, więc ten czas poswięcę na przygotowanie pozwu i zgromadzenie wszystkich niezbędnych dokumentów, by na naszym lipcowym spotkaniu skompletować już dokumenty do pozwu.

Za miesiąc odwiedzę też Panią Kasię. Będę już prawie dwa miesiące z obecnym zestawem leków, więc będzie można już sprawdzić wyniki, których Pani paulina też będzie potrzebowała do oceny kuracji.

Tak więc wkroczyłam już w finałowy etap mojej diagnozy połączony już z przygotowaniami do składania pozwu.

Ślady w przeszłości

Cały czas, zwłaszcza po rozmowach, pytaniach, ponownie szukam odpowiedzi, czemu nie widziałam, czemu nie słyszałam. Nie mam już wątpliwości, że nie zaczęło się to z niczego w wieku 42 lat. Tutaj już dawno odpowiedziałam sobie i zanalizowałam różne wydarzenia, które potwierdzają, że jestem kobietą od kiedy pamiętam. Ale gdy dostaję takie sygnały nagle, niespodziewanie, wtedy moja reakcja jest bardzo emocjonalna. Tak było, gdy mama, na mój coming-out stwierdziła, że coś we mnie w tym kierunku było cały czas. Tak było, gdy dwie z moich znajomych zauważyły, że widziały, czuły coś, co im przeszkadzało w odbiorze mojej osoby, mimo że nie zrobiłam nic złego, w czasie, gdy funkcjonowałam w męskim wydaniu. Teraz zrozumiały co, i zupełnie inaczej widzą to, co wtedy im przeszkadzało.

Ostatnio przeżyłam taką sytuację przeglądając albumy ze starymi, czarno-białymi zdjęciami. Mojej mamy i mój. Tak jak pewnie w przypadku większości osób trans, a myślę, że nie tylko ich, sami jesteśmy w stosunku do siebie najbardziej krytyczni jeśli chodzi o to, czy wyglądamy przynajmniej w części tak, jak chcemy wyglądać, jak chcemy być odbierani. Przeglądając albumy zwróciłam uwagę na te zdjęcia :

12 archiwalia

Moja mama w klasie maturalnej. Gdy sama byłam w tym wieku, wyglądałam kompletnie inaczej, ale wielokrotnie słyszałam, jak jestem podobna do mamy. Na tym zdjęciu zauważyłam to podobieństwo, podobieństwo rysów twarzy, które u mnie coraz bardziej zbliżają się wyglądem do rys mamy. I skoro mama, biologiczna kobieta, miała takie rysy, więc i ja, trans kobieta mogę mieć podobne i wierzyć, że są kobiece. Oczywiście to bardzo subiektywne odczucie, ale bardzo pomagają w samoakceptacji.

06

Jeszcze bardziej uderzyło mnie zdjęcie drugie. Dla mnie to twarz pochylonej nad siostrzyczką…siostry. Widzę wiele z siebie z dzisiaj, wzrok, spojrzenie, delikatny uśmiech. Próżno mogłabym szukać takiego wyrazu twarzy na moich zdjęciach z późniejszego okresu i z czasów dorosłości. Na tych wszystkich zdjęciach w moim wizerunku brakuje czegoś, czegoś istotnego, czegoś, co widzę na tym zdjęciu i co widzę często na swoich aktualnych zdjęciach.
W moim odczuciu, właśnie wtedy na chwilę ona zagościła na moim obliczu, być może po to, by zostało to uwiecznione na kliszy, i żebym mogła to po ponad trzydziestu latach odkryć. Odkryć w czasie, gdy potrzeba mi takich odkryć…

Ponownie w szpitalu

w szpitalu

Trochę się obawiałam, jak będzie, tym bardziej, że zabieg był planowany, a dane mieli na oddziale męskie, więc mogli zaplanować położenie mnie na sali męskiej. Niepotrzebnie się martwiłam. Pierwsze pytanie, jakie usłyszałam, to jak się do mnie mają zwracać. Dostałam osobny pokój i przez cały czas pobytu zwracano się do mnie per pani. Gdy wjechałam na salę operacyjną, panie pielęgniarki stwierdziły, że mam bardzo ładnie zrobione paznokcie i że na pewno zrobiłam je specjalnie dla nich. Oczywiście przytaknęłam. Moja druga wizyta w tym szpitalu w ciągu ostatniego półrocza i mogę tylko z radością stwierdzić, że jestem traktowana z poszanowaniem tego, kim jestem, kim się czuję. Praktycznie poza małymi wyjątkami, moje doświadczenia ze służbą zdrowia jako osoby trans są jak najbardziej pozytywne. Kto wie, czy jak już będę mogła myśleć o operacji, nie zwrócę się z pytaniem najpierw tutaj.

Z wielkim podziękowaniem dla wszystkich pracowników oddziału ortopedyczno-urazowego w chodzieskim szpitalu

P1040579 edit

Manifestacja „Chcemy mieć wybór” i spotkanie z Kingą Kosińską

P1040553

Grupa Stoneweall z Poznania w swoim cyklu Stonewall rozmawia zaprosiła Kingę Kosińską by porozmawiać o Jej książce „Brudny róż”. Nie mogłam przegapić tej okazji.

Okazało się, że tego samego dnia na Placu Adama Mickiewicza była manifestacja przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Bardzo się ucieszyłam, że mogłam także w niej wziąć udział. Nie jestem zwolenniczką przerywania ciąży, ale nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł odgórnie zakazywać dokonania jej w każdym wypadku, nie licząc się z zagrożeniem dla kobiety. Jak można ratować życie narażając lub pozbawiając życia. Uważam, że każda kobieta w tak trudnej sytuacji powinna móc sama zdecydować wsparta rzetelnymi badaniami. To tylko Jej i Jej najbliższych decyzja, nie polityków wspieranych, niestety, a wręcz inspirowanych, przez kościół katolicki. Na szczęście nie cały. Właśnie tej mojej opinii chciałam dać wyraz poprzez uczestnictwo w manifestacji. I dałam.

Do tematu wiary wróciłam w rozmowie z Kingą, już po spotkaniu w Klubokawiarni Meskalina, gdy zajadałyśmy różne specjały w pizzerii. Tak jak przypuszczałam, Kinga szuka swojej drogi do Boga w kościele. Fajnie, że mogłyśmy o tym zupełnie spokojnie porozmawiać. Ja jestem jednak bardziej radykalna i dla KK w moim życiu miejsca już nie ma.

Ania z Grupy Stonewall poprowadziła spotkanie bardzo rzetelnie. Dowiedziałam się wiele o Kindze, o Jej książce, o Jej przemyśleniach i planach. Fajne też były pytania gości. Przekonałam się, jak ważne jest to, że postanowiła powiedzieć o sobie i utwierdziła mnie tylko w moich planach związanych z moją książką, zwłaszcza, jak powiedziała, że bardzo na nią czeka. Pojawił się też temat tego, kim się czuje po przemianie. Sama jakiś czas temu marzyłam o tym, że jak przejdę korektę, będę starała się odciąć od przeszłości. Dzisiaj już wiem, że tego nie zrobię. Raz, że nie da się, poza tym, ja tego nie chcę. Wiem, kim jestem, kim byłam i kim będę. Cały bagaż, jaki niosę za sobą składa się na moją osobowość, na to, kim jestem dzisiaj i kim będę w przyszłości. Chcę także pomagać, wyjaśniać, tłumaczyć. A mogę to robić rzetelnie tylko wtedy, gdy się nie odetnę od przeszłości, od tego kim byłam, kim jestem. Jestem trans kobietą i pozostanę nią do końca życia, bez względu na to, co będę miała w dowodzie. Dostałam od Kingi wspaniałą dedykację w książce i usłyszałam wiele ciepłych słów pod swoim adresem. Aż żal było opuszczać to wspaniałe grono, ale czas biegł nieubłaganie, a ja musiałam wrócić do siebie, bo następnego dnia szłam do szpitala.

Moja grupa wsparcia…być może kiedyś powstanie

Każdy sygnał, jaki dostawałam, że jestem dla kogoś inspiracją, pomaga mu to, co robię, jest dla mnie bardzo ważne. Od dawna czekałam na okazję, by wspomóc swoja wiedzą kogoś takiego jak ja. Mam już za sobą sporo doświadczeń uświadamiających i wyjaśniających osobom cis nasze problemy. Cały czas brakowało mi jednak konkretnej sytuacji, w której mogłabym pomóc innej początkującej osobie trans. I tak się stało.

Fundacja Trans-Fuzja zwróciła się do mnie, bym spróbowała pomóc pewnej osobie z Poznania, która zwróciła się o tę pomoc do Fundacji.

Z radością się zgodziłam, napisałam do tej osoby. Umówiliśmy się na spotkanie i pewnego dnia w godzinach przedpołudniowych usiedliśmy przy jednym stoliku w miłej przytulnej kawiarence. Rozmowa była bardzo owocna. Uzyskałam potrzebna wiedzę, na podstawie której mogłam udzielić pewnych rad, sugestii i ostrzeżeń. Mam nadzieję, że nasze spotkanie nie rozczarowało mojego rozmówcy. Ale odniosłam wrażenie, że nie. Starałam się być rzeczowa i konkretna. I jestem przekonana, czego dostałam dowody, że informacje uzyskane ode mnie były dla mego rozmówcy bardzo cenne i sporo wyjaśniły mu, jakie kroki powinien podjąć i na jakie sytuacje musi się przygotować. Wydaje mi się, że jest to całkiem dobry pomysł i gdy będę mogła znowu komuś pomóc, chętnie to zrobię. Taka forma, czyli rozmowa w cztery oczy, jest bardzo wygodna i pozwala poddać spokojnej analizie i udzielić dobrych rad. I jestem z jeszcze jednego bardzo zadowolona. Zawsze obawiałam się, znając swoje skłonności, żeby nie być mentorką, nie ustawić się na pozycji nauczyciela, który wie najlepiej w relacji z uczniem. Zależało mi, by zachować między nami równość i myślę, że udało się to osiągnąć. Mój rozmówca w trakcie trwania rozmowy zdawał się być coraz bardziej swobodnym i otwartym, okazując mi coraz więcej zaufania. Ja sama bardzo szybko pozbyłam się tremy, która mi towarzyszyła na początku.

Mam nadzieję, że nie będzie to pierwszy i ostatni przypadek. To wspaniałe uczucie, gdy można swoją wiedzę i doświadczenia przekazać komuś mniej doświadczonemu i mieć nadzieję, że być może dzięki temu ktoś uniknie bolesnych błędów.

Wizyta u endokrynologa

 P1040329

Tego dnia zjawiłam się w Poznaniu w poradni Cordis na umówioną wizytę u endokrynolog.

Pani Katarzyna Ziemnicka okazała się cudowną osobą. Pani Paulina trafiła z poleceniem Pani Kasi w dziesiątkę. Przede wszystkim, Pani Kasia zajmuję się osobami trans i ma ich pod opieką około trzydziestu, czyli ma spore doświadczenie, o czym bardzo szybko się przekonałam. Przede wszystkim poddałyśmy analizie wyniki badań hormonalnych. Obecny poziom prolaktyny, na poziomie ok.30 jest dobry. Wskaźnik dla kobiet jest wyższy niż dla mężczyzn, ok 25 przy ok.19, a przy braniu leków hormonalnych wskaźnik podnosi się także u biologicznych kobiet, czyli u mnie ten poziom jest w normie. Poziom testosteronu jest bardzo dobry, jak na ten czas kuracji, jaki mam za sobą, czyli potwierdziły się wnioski, jakie już miałyśmy z Panią Pauliną. Poziom hormonów przysadkowych też jest w normie, gdyż taki efekt następuje w trakcie tak specyficznej kuracji hormonalnej, jak w przypadku osób trans. Natomiast poziom estradiolu jest niższy, niż oczekiwany, dlatego Pani Kasia włączyła mi Estroferm mite jedną tabletkę dziennie (zawiera estradiol). I zaleciła nakładać dwa plastry Systenu, by uzyskać wielkość uwalniania estradiolu na poziomie 100 μg na dobę. Dowiedziałam się także o bardzo ważnej sprawie. Pani Kasia zalecała mi, bym rozważyła po korekcie dokumentów przeprowadzenie kastracji, czyli nie pełnego srs. Samo usuniecie jąder nie jest zabiegiem tak skomplikowanym jak srs, czyli rekonstrukcja narządów płciowych. I szerzej dostępna. Dostałam od Pani Kasi dane do lekarza w Poznaniu, który zajmuje się operacjami osób trans, co prawda nie srs, ale temat zna i na pewno będzie mógł pokierować do konkretnej osoby. Pani Kasia zwróciła uwagę na sytuację, jaka jest w moim organizmie. Są jednocześnie dwa przeciwstawne hormony. Co prawda jeden z nich jest blokowany. Za to drugi wprowadzany jest farmakologicznie. A to może, chociaż nie musi, prowadzić do pewnych zaburzeń, których natury do końca jeszcze nie poznano, a które się zdarzają. Kastracja praktycznie likwiduje to ryzyko, gdyż od tego momentu organizm zachowuje się bardziej podobnie jak organizm biologicznej kobiety, u której z różnych powodów zmniejszyła się lub ustala produkcja estradiolu i trzeba wprowadzać ją farmakologicznie. Jestem bardzo zbudowana wizytą u Pani Kasi, tym bardziej, że pierwszy raz zobaczyłam na kopercie swojej kartoteki w przychodni swoje imię, Lukrecja. Nic nie musiałam mówić, o nic prosić, po prostu pani w rejestracji tak wpisała.

Gdy później zdawałam telefonicznie relację Pani Paulinie, także Ona była bardzo zadowolona, że kuracja przebiega prawidłowo i nie ma powodów do obaw.