Nowy wymiar Świąt Wielkanocnych

Pasja

Praktycznie powinnam użyć w tytule tylko jednej dużej litery…
Już czas poprzednich świat był dla mnie czasem zupełnie nowym, innym. Już wtedy uczyłam się Boga i Jego Syna, Jezusa na nowo przyjmować do swego życia, do swego serca.
Ale ten czas, czas, gdy wspominamy ofiarę okupu, jakiej dokonał za nas Jezus Chrystus, stał się dla mnie pewnym przełomem. Wiele lat żyłam daleko od Niego. Może nie do końca zaprzeczałam jego istnienie, ale wierzyłam, że wieki temu po prostu zapomniał o nas, że się od nas odwrócił. Gdy zaczęłam swoją przemianę, gdy odkryłam, kim jestem, postanowiłam w swoim życiu być uczciwą. Nie jest to łatwe i często stawia nas przed trudnymi wyborami. Ale udało mi się to postanowienie wprowadzić w moje życie. Jedynie praca zmuszała mnie do życia w fałszu. Ale i ten problem się rozwiązał. Zostałam w trakcie leczenia po wypadku w pracy zwolniona z tejże pracy. A to, co usłyszałam pod swoim adresem, gdy odbierałam świadectwo pracy utwierdziło mnie w tym, że tam powrotu dla mnie już nie ma. I w ten sposób zniknął z mojego życia ostatni element, gdzie musiałam często posługiwać się fałszem. Zrobię wszystko, by tak już pozostało. Po prostu bardzo podoba mi się bycie uczciwym człowiekiem, chociaż, tak, jak powiedziała w reportażu z 2013 roku Monika Szwaja, właściwie dzisiaj nikt tak już ludzi nie nazywa.
Pewnej jesiennej niedzieli otworzyłam drzwi i wpuściłam do siebie Mariolę i Ewelinę. Potem poznałam Piotra i Esterę. Początkowo, pełna sceptyzmu, postanowiłam dać sobie jednak czas i nie żałuję. Powoli, krok za krokiem, stwierdzałam, że ja już w wielu aspektach żyję tak, jakbym wierzyła. Oczywiście, jest jeszcze wiele pytań, ale co dla mnie niezmiennie ważne, nigdy nie zostałam zbyta, gdy zadawałam trudne pytania. Także związane z tym, kim jestem. Powoli, dzięki naukom wynoszonym z Biblii, utwierdzam się w tym, że Bóg Jehowa wraz ze swoim Boskim Synem, Jezusem, kochają mnie i nie odwrócą się ode mnie tylko dla tego, że jestem tym, kim jestem, że nie potrafię przyjąć niektórych prawd, jeszcze nie potrafię. Dzisiaj mogę to już powiedzieć z pełną świadomością, gdyż już posiadłam wiedzę, która daje mi do tego prawo. Z studium Biblii dowiedziałam się, że Jezus nakazał upamiętniać dzień swojej śmierci, przez którą złożył ofiarę okupu. Zostałam zaproszona na to jedyne święto, jakie jest obchodzone przez Świadków Jehowy. Nie ukrywam, że byłam stremowana, gdyż cały czas mam w pamięci, jak się czułam w kościele podczas mszy przed pogrzebem mojej mamy. Czułam, że robię coś niestosownego, nie tam było moje miejsce. Czułam to także w myślach i widziałam w spojrzeniach żałobników, przynajmniej większości z nich. Teraz miałam skonfrontować się ze sporą grupą wierzących. Poznane przeze mnie do tej pory osoby pozwalały mi wierzyć, że wszystko będzie ok, tym bardziej, że czułam, że Jezus mnie wspiera. Przecież szłam tam z potrzeby wiary, szłam, bo chciałam w ten sposób pokazać, że wypełniam Jego wolę. I tak czułam się podczas spotkania. Czułam się członkinią zgromadzenia. Nikt mnie nie lustrował. Oczywiście, zaciekawione spojrzenia były, ale odbierałam je jako wyraz ciekawości i radości, że pojawiła się kolejna nowa osoba wśród wierzących. Gdy spotkanie dobiegło końca, okazało się, że za mną siedziała Rita, którą znam bardzo dobrze. Wiele osób podchodziło do mnie, by się przywitać i przedstawić, i by zapytać, jakie mam wrażenia. Czułam się swobodnie, nikt mnie nie oceniał. A jeżeli to robił, to w taki sposób, że tego nie widziałam. Nie spodziewałam się, że odnajdę się w Bogu, wydawało mi się, przy moich poglądach na różne sprawy, wręcz niemożliwe. A jednak. Odnalazłam się i jestem szczęśliwa. I nie zamierzam nikogo oceniać. To właśnie tak mnie od początku ujęło. Świadkowie przekazują wiedzę, pomagają ją zinterpretować, zrozumieć, ale niczego nie narzucają. Zostawiają nam decyzję, co z tymi prawdami chcemy zrobić.
Akceptacja bez warunków, bez ale.
Wiem, że nie jestem osamotniona w poszukiwaniu swego miejsca, miejsca osób transpłciowych, w wierze, w Bogu, w Jego Synu. Kinga wspaniale o tym napisała w swojej książce. W mojej, która obecnie piszę, także poruszam ten temat. Obie idziemy do Boga innymi drogami, ale wierzę, że obie, i nie tylko my dwie, znajdziemy drogę do Niego, do Boga Jehowy i Jego Syna.
Postanowiłam jeszcze bardziej wczuć się w to, co dla nas zrobił Jezus. Obejrzałam film „Pasja” Mela Gibsona…Oglądałam ten film drugi raz. Jednak tym razem odbierałam go jeszcze bardziej, jeszcze intensywniej. Zrozumiałam.
Może ktoś zapyta, co to ma wspólnego z moją tranzycją. Ma. Dla mnie ma. Myślę, że wystarczająco to wyjaśniłam w słowach powyżej.
Nie wiem, czy kiedykolwiek wejdę na taki poziom, by zostać Świadkiem. Nie myślę o tym. Dla mnie ważne jest to, że znalazłam drogę do Boga Jehowy i Jego Syna. I nie zamierzam z niej zawracać…

„Dziewczyna z portretu”

FILM-Dziewczyna-z-portretu
Od momentu, gdy pojawiły się wiadomości o filmie, niecierpliwie czekałam na możliwość zobaczenia go. Przeczytana dwa lata temu książka tylko ten apetyt zaostrzała.
I gdyby nie wiadomość od przyjaciółki, przegapiłabym seansy w moim mieście. Ale na szczęście tak się nie stało i pojawiłam się w kinie. Jakie było moje zdziwienie, gdy po chwili na salę weszła akurat ta moja przyjaciółka, od której dowiedziałam się o seansach w towarzystwie swojej koleżanki.
Spodziewałam się łez, ale próbowałam się hamować. Nie dałam rady…
To było niezwykłe przeżycie. Siedziałam i widziałam siebie…Jak doskonale potrafiłam się w czuć w rozterki Einara, a potem Lili. Najwięcej jednak wzruszenia dała mi postawa Grety.
Książka tak mnie nie poruszyła, zapewne dlatego, że dwa lata temu byłam w zupełnie innym miejscu swojej drogi i nie potrafiłam w pełni pojąc pewnych sytuacji. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Doskonale odbierałam gesty, spojrzenia, niewypowiedziane słowa.
Gra Eddiego Redmayne’a i Alicii Vikander porusza do głębi. Już po emisji filmu pojawiła się, zwłaszcza w środowisku tran dyskusja, czy role Lili powinna grac osoba cis czy trans. Nie wypowiadałam się, bo nie widziałam filmu. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dla mnie nie ma to znaczenia, ponieważ Eddie był tak przekonywający w swej roli, że ani przez moment nie miałam wątpliwości w odbiorze autentyczności pokazywanej przez Niego przemiany. Nie miałam ani przez moment wątpliwości, że jest autentyczną Lili. Dla mnie był w 100 procentach autentyczny. Dla mnie osobiście najbardziej kobiecy był w scenie, gdy na prośbę Grety Lili spróbowała po raz ostatni zwrócić Einara Grecie. Gdy Lili siedziała w koszuli i spodniach z szelkami na kanapie, całą sobą, pozą, spojrzeniem była Nią, była Lili. Ta scena najmocniej w moim odczuciu pokazuje, jak silna następuje identyfikacja płci psychicznej, gdy już odkrywamy tą prawdę i przyjmujemy ją do świadomości. Wtedy już nie ma znaczenia, co mamy na sobie, co próbujemy pokazać, powiedzieć, zagrać. Z każdego gestu, postawy, widać po prostu, kim jesteśmy. Scena pobicia w parku tylko dobitnie i jaskrawo potwierdza ten fakt. Próba zagrania roli, która jest już dla nas obca, jeszcze szybciej sprowadzi na nas kłopoty, bo wtedy właściwie kim jestem ?
Sama wielokrotnie przekonałam się o tym, że w czasach, gdy jeszcze nie do końca mogłam być cały czas w pełni sobą, próby znalezienia czegoś pośrodku nie dawały mi satysfakcji, często budziły frustrację i narażały na częste ataki. Nie ma tego w moim życiu teraz, tak, jak nie było w życiu Lili, gdy w pełni zaczęła żyć w zgodzie ze sobą. Oczywiście, bardzo mnie bolało, gdy raniła swoimi słowami Gretę. Sama wiem, jak taka sytuacja wpływa na relacje. Jak często najpierw trzeba coś popsuć, by ruszyć dalej. I tu wręcz niezwykła postawa Grety, która mimo wszystko tak kochała Einara, a potem Lili, chociaż chyba bardziej po prostu człowieka, który był jej kimś szczególnie bliskim, że potrafiła wznieść się ponad i być z Lili do końca. Przez łzy patrzyłam na spokojne oblicze Lili, która odeszła po pożegnaniu z Gretą. Odeszła szczęśliwa, bo była sobą w pełni. Jak ja ją doskonale rozumiem. Chociaż przez chwilę być sobą w pełni…
sam seans był dla mnie niezwykłym przeżyciem, tym bardziej, że wspaniała gra autorska dostarczyła tych doznań, których książka nie potrafi przekazać. Wielokrotnie Eddie samym gestem, spojrzeniem oddawał to, co w innym wypadku trzeba byłoby opisywać potokiem słów, a i tak nie osiągnęłoby się takiego efektu.
Ale dla mnie przeżycia tego filmowego wieczoru nie skończyły się w momencie zapalenia świateł.
Cała drogę powrotną mogłam odpowiadać na wiele pytań i tłumaczyć zawiłe problemy osób transseksualnych. I po raz kolejny przekonałam się, jak ważna jest edukacja. Ludzie, którzy nie maja na co dzień do czynienia z problemami osób trans potrzebują wyjaśnienia przynajmniej podstawowych zagadnień. Cieszę się, że mogłam ten tak ważny seans spędzić w towarzystwie dwóch wspaniałych kobiet i naświetlić im kulisy świata osób takich jak Lili i ja.
Teraz czekam niecierpliwie, kiedy „Dziewczyna z portretu” pojawi się na DVD.

http://www.filmweb.pl/film/Dziewczyna+z+portretu-2015-493475

Fajnie się słyszy takie słowa…

Przedwczoraj usłyszałam wiele komplementów od Pani Ani, a dzisiaj ponownie mnie to spotkało. Postanowiłam sobie dzisiejsze sobotnie przedpołudnie poświęcić na odwiedziny u znajomych. Byłam u Kamili, która powiedziała, że widzi zmiany, że moja twarz staje się bardziej kobieca. Także moja nowa fryzura i kolor bardzo pomagają mojemu wyglądowi. Rozmawiałyśmy już o wiosennych sukienkach. Jak ja już tęsknię za wiosną…
Potem poszłam do Marysi. Rozmawiamy sobie i w pewnym momencie Ona mówi dokładnie to samo, co Kamila, a z obiema nie widziałam się już jakiś czas. A to jeszcze nie koniec. Po zachęcie, bym starał się wpadać częściej, zawitałam do Wiolki. I znowu sobie rozmawiamy, i zarówno Ona, jak i Jej przyjaciółka stwierdziły to samo, co Kamila i Marysia. Zaczynam też zauważać, że coraz częściej ludzie mijają mnie obojętnie.
Takie bardzo fajne sobotnie przedpołudnie, którego bardzo potrzebowałam.
A na deser, gdy Damian przyjechał do mnie do domu pożyczyć młot pneumatyczny (tak, mam takie coś i potrafię to używać), sam powiedział, że staję się coraz bardziej kobieca, i to ogólnie. Postawa, rysy twarzy, sylwetka, zachowanie…
Jak mogłabym się ta radością nie podzielić…
Więc dzielę się.

Kolejne badania kontrolne i kolejne wizyty

Niestety, nasze obawy się potwierdziły. Badania kontrolne pokazały, że prolaktyna mocno obniżyła swój stan, ale nadal jest za wysoka. Natomiast bardzo obniżył się stan hormonów wytwarzanych przez przysadkę mózgową (oba FSH i LH zeszły prawie do zera), dlatego niezbędna okazała się wizyta u endokrynologa. Pani Paulina była już na to przygotowana i podała mi dwa nazwiska Pań, które podjęły się poprowadzenia diagnozy transpłciowej kobiety. Tak więc wieczorem po powrocie do domu zadzwoniłam i umówiłam się na wizytę, która będzie 6.04.

Pokazałam oczywiście książkę Ani Kłonkowskiej, która spotkała się z bardzo duzym zainteresowaniem. Podobnie u Pani Ani, u której dzisiaj też byłam. Stwierdziła wręcz, że przyda się Jej ta publikacja podczas zajęć ze studentami.

Z Panią Pauliną rozmawiałyśmy też o pozwie do sądu. Ustaliłyśmy, co jeszcze musi być zrobione, ale właściwie nie miałyśmy wątpliwości, że latem, po wykonaniu badania rezonansem magnetycznym, będzie można już składać pozew. Gdy powiedziałam Pani Ani o tych planach, powiedziała, że nie widzi przeszkód i że do końca cyklu diagnostycznego zostały nam maksymalnie trzy wizyty.

U pani Ani mojej kobiecości ponownie zostało podniesione ego. Usłyszałam bardzo wiele komplementów o tym, jak się prezentuję obecnie, zwłaszcza w porównaniu ze zdjęciami, które są w książce Ani Kłonkowskiej.

A potem dokończyłyśmy test obrazkowy i ponownie usłyszałam wiele pochwał na temat mojego psychologicznego i socjologicznego umysłu. Ponownie słyszałam wiele zachęt, bym nie poddawała się i nadal rozpatrywała, czy jednak nie zdecydować się na studia. Ale w mojej sytuacji raczej nie widzę szans. Chociaż, nigdy nie mów nigdy…

Bardzo mi były potrzebne te wizyty. Miałam też okazję porozmawiać o pewnej trudnej sytuacji, w jakiej znajduję się od kilku miesięcy i która coraz bardziej dojrzewa do podjęcia pewnych ważnych decyzji. Ale to nie jest proste. Cóż czas pokaże, ale muszę dbać o swoje zdrowie psychiczne, które od pewnego czasu sukcesywnie jest nadwyrężane.

Dzisiaj też, po rozmowie z obiema Paniami, podałam ich dane rzecznikowi prasowemu Fundacji Trans-Fuzja tak, by można było je umieścić w bazie danych dobrych lekarzy zajmujących się tranzycją. A ja z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że są bardzo dobrze przygotowane do tego trudnego procesu.

A oto Ich wizytówki :

dr n. med. Paulina Klonowska-Woźniak
http://www.terapia.poznan.pl//
mgr Anna Roszyk

http://amonaria.pl/psycholodzy_psychoterapeuci.aspx?l=8

I tak na zakończenie. Przechodzę z plastrów Estraderm 100 na Systen 50. Już ostatnio miałam duży problem z ich wykupieniem, gdyż są praktycznie niedostępne. Mam też nadzieję ,że będą lepiej się trzymały, a mam opinie osoby, która ich używa, że tak jest. I co także ważne, okazało się, że te akurat są refundowane. Czyli nie zapłacę za nie 100% jak za Estraderm. Same plusy.

Teraz czekam na wizytę u endokrynologa.

„O płci od nowa”

Opis

Projekt tej książki powstał w 2013 roku. Wtedy też napisałam autobiograficzne opowiadanie do niej. Głównym zamysłem autorki, Ani Kłonkowskiej, było zdjęcie martyrologii z bycia osobą transpłciową. Poproszono nas, byśmy napisali opowiadania przepojone entuzjazmem i optymizmem, mimo problemów, z jakimi się borykamy.

Teraz, gdy przeczytałam już swój egzemplarz autorski, mogę śmiało potwierdzić, że tak jest. Opowiadania są bardzo różne, ale łączy je właśnie ten optymizm, nieraz większy, nieraz słabszy, ale jednak obecny.

Dla mnie osobiście bardzo ciekawa była pierwsza część książki, w której autorzy przedstawiają w bardzo przystępny i rzetelny sposób to, kim są osoby transpłciowe. Jak one siebie samych postrzegają. Skąd się bierze takie a nie inne postrzeganie. Jakie pułapki i niebezpieczeństwa czyhają, zwłaszcza w pierwszym okresie odkrywania prawdy o sobie. W wielu fragmentach tej części odnalazłam siebie, swoje obawy, błędne interpretacje, także zupełnie mi do tej pory nie znaną uwewnętrznioną transfobię, którą odnalazłam także w sobie.

Wielką zaletą tej książki jest to, że jest ona kierowana głównie do osób, które nie pojmują, kim są osoby transpłciowe. Dzięki tej pozycji na pewno będą mogły lepiej zrozumieć nasz świat. Nie mniej, może ona być także niezwykle pomocna osobom transpłciowym w różnym wieku w zrozumieniu różnych mechanizmów, które kierują naszym postępowaniem i pomóc zrozumieć, dlaczego daną sytuację widzimy tak a nie inaczej. I dlaczego reagujemy tak, albo tak.

Nasz świat jest bardzo kolorowy, zróżnicowany, niejednoznaczny, niebinarny i ta książka pokazuje to w bardzo dobry sposób.

http://wyd.ug.edu.pl/oferta_wydawnictwa/52736/o_plci_od_nowa_wlasna_tozsamosc_oczami_osob_transplciowych