Pierwsze badania kontrolne – analiza wyników

Dzisiaj miałam kolejną wizytę u Pani Pauliny. Tym razem pierwszy raz w nowym miejscu, gdyż poradnia przeniosła się. Najpierw EEG. Tutaj Pani Paulina nie miała uwag. Jednak ostateczna decyzja zapadnie po wykonaniu rezonansu magnetycznego. Następnie zajęłyśmy się analizą wyników badań ambulatoryjnych. Bardzo spodobał się Pani Paulinie poziom testosteronu. Jeżeli taki stan zostanie, nie będziemy zwiększać dawki androcuru. Estradiol wzrósł prawie dwukrotnie, ale jego poziom jest jeszcze zdecydowanie za niski, niż oczekiwany. Natomiast sporym zmartwieniem przyjęłyśmy zwiększony bardzo poziom prolaktyny, który wzrósł prawie trzykrotnie, przekraczając prawie dwukrotnie górną normę. Postanowiłyśmy za pięć tygodni powtórzyć badania, i jeżeli okaże się, że poziom nadal jest wysoki, nieodzowna będzie wizyta u endokrynologa. Analizowałyśmy, co mogło być przyczyną takiego wzrostu. Niewątpliwie duży stres, jaki mi w ostatnim czasie towarzyszył w pracy, mógł mieć znaczący wpływ na wzrost prolaktyny. Na ile mogło to mieć wpływ, okaże się przy kolejnych badaniach kontrolnych.

Poza tym obie stwierdziłyśmy, że kuracja przebiega dobrze. Nie odczuwam żadnych problemów zdrowotnych, nie miewam stanów depresyjnych. Czuję się dobrze psychicznie i jeszcze bardziej pewnie czuje się w skórze kobiety. Nabrałam jeszcze więcej pewności siebie. Rozmawiałyśmy tez o depilacji laserowej, i usłyszałam potwierdzenie mojego zamysłu, żeby serię zabiegów zrobić dopiero jesienią. Niech jeszcze blokery podziałają na testosteron. A za sześć tygodni spotkam się ponownie z obiema Paniami, bo dzisiaj miałam spotkanie tylko z Panią Pauliną.

To już ponad rok…

Tak, już prawie półtora roku żyję w swoim prawdziwym wcieleniu 24/7.
Ale najpierw ważna informacja. Nie mogę spać na brzuchu ! To znaczy, mogę, ale muszę górę wykręcać pod kątem, bo…bolą mnie sutki, które dodatkowo są bardzo nabrzmiałe i bardzo wrażliwe. Właściwie to już okrąg o średnicy kilku centymetrów, który ma wyraźnie wypukły kształt. Czyli jednak ? Spokojnie, nie mogę ulegać przedwczesnym radościom, ale sam fakt, że coś się zaczyna dziać, bardzo mnie buduje.
Kilka dni temu weszłam sobie do pubu na grzane piwo i po chwili dosiadł się do mnie stary znajomy, sprzed wielu lat. Praktycznie z czasów szkolnych. Najpierw, ku mojej radości, powiedział, że widząc mnie jakiś czas temu, nie rozpoznał mnie. Inaczej, wydawało mu się, że zna mnie, ale nie mógł skojarzyć. Potem doszedł do tego, o co chodzi. I to głównie dzięki temu, że wiele lat temu już miał okazję poznać problem transseksualizmu. Bardzo mnie uciszyło to, że mnie nie poznał, ale jeszcze bardziej rozmowa, którą odbyliśmy, a w którą włączyła się też właścicielka pubu. To zawsze są dla mnie miłe chwile, gdy to, co robię ze swoim życiem spotyka się ze zrozumieniem i słyszę wiele słów wsparcia i otuchy Usłyszałam też, co zresztą potwierdziłam, bo sama o tym dobrze wiem, że wielu tego nie rozumie, nie akceptuje. Ale moje słowa, że ja żyję dla siebie, a nie dla kogoś, spotkały się ponownie ze zrozumieniem i przyklaśnięto im. Wieczorem odezwał się do mnie na facebooku inny znajomy sprzed lat. Jeszcze z czasów podstawówki. I kolejny raz miałam okazję przeżyć miłe chwile, gdy spotkałam się ze zdrowym zainteresowaniem, przeczytałam słowa zrozumienia i wsparcia. I mogłam wyjaśnić w paru słowach, o co tak na prawdę w moim przypadku chodzi. Widzę z tych rozmów, jak się zmieniłam przez ostatni rok, jak potrafię w kilku słowach przedstawić sedno sprawy. I jak moja postawa oddziałuje na innych. Nie byłoby tego, gdybym cały czas żyła w szafie. Jednego jestem pewna. Gdy pójdę do sądu na rozprawę, nie będę miała problemu, jak się ubrać, jak się zaprezentować i jak postępować, by być autentyczną. Będę po prostu sobą, bez udawania czegokolwiek, bo to najlepiej działa.

Pierwsze badania kontrolne

Obawiałam się trochę, ale równocześnie czekałam niecierpliwie na te pierwsze badania kontrolne. Gdy wieczorem pojawiły się wyniki, zaraz porównałam je z pierwszymi badaniami sprzed kilku miesięcy. I bardzo się ucieszyłam, bo dostałam potwierdzenie w wynikach tego, co zaczęłam odczuwać od pewnego czasu. Oczywiście, dopiero podczas wizyty u Pani Pauliny dowiem się, czy wyniki są zgodne z oczekiwaniami. Ale wiem już przynajmniej, że działa. Bardzo mocno została ograniczona produkcja testosteronu, co bardzo mnie cieszy, a biorąc pod uwagę, jak się ogólnie czuję, wiem, że estradiol dobrze zajął jego miejsce i spełnia swoją rolę.

badania zestawienie pierwsze 04.01.16

„Brudny róż” i moje przemyślenia

CAM02386

Bardzo dziękuję Kindze, że napisała te wspomnienia. Dzięki nim zobaczyłam, w bardzo otwarty i szczery sposób opisane to, co dzieje się w trakcie korekty, i co dzieje się potem.
I wdzięczna jestem losowi za to, jak to wszystko się u mnie ułożyło.
Sama książka jest niezwykła i polecam ją każdemu, kto chce chociaż trochę zrozumieć nasz świat, świat osób trans. Pojąć, przez co musimy przechodzić i jak ciężko jest iść przez życie. Dla mnie najważniejsze jest przesłanie, jakie wychodzi z kart książki. Sama tranzycja, zmiana dokumentów, operacje nie powodują automatycznie, że świat zacznie nas postrzegać inaczej. Zresztą przykład Kingi nie jest jedyny, wystarczy przypomnieć sobie ataki i niewybredne teksty pod adresem Ani Grodzkiej, wypowiadane także, niestety, przez jej koleżanki i kolegów posłów. Kinga pokazuje, jak ważne jest dobre przygotowanie się do życia w nowej roli społecznej, na przekór wszystkim, którzy próbują nam to wyperswadować. Jak ważna jest prawidłowa i nie pozbawiona empatii, diagnoza ze strony specjalistów. Jak niesłychanie ważne jest środowisko, w którym się obracamy. I jak niesłychanie dużo siły trzeba mieć, żeby sprostać wyzwaniu, które stoi przed nami. Ja potrafię wczuć się w pragnienie Kingi, by skończyć z tym wszystkim, bo sama wiele lat temu to przeżyłam. Dosłownie w ostatnim momencie skręciłam kierownicą z powrotem na drogę…I chociaż w moim przypadku nie było to związane z moim transseksualizmem, tylko z bardzo trudną pod względem finansowym sytuacją rodzinną, pamiętam do dziś, co wtedy czułam, i jak dojrzewałam całą, dwustukilometrową drogą za kierownicą w śnieżną mroźną noc. Dlatego potrafię zrozumieć to pragnienie, ale jednocześnie nie uważam, że to jest wyjście. Dla mnie to ucieczka, za którą nie ma już nic. Nic nie osiągnę, niczego nie wyjaśnię, niczego nie przeżyję. Obecnie mogę podobnie jak Kinga powiedzieć, że ktoś inny tą decyzję podejmie za mnie. Ja też znalazłam w ostatnim czasie siłę w wierze, do której wróciłam. Głównie w imię miłości, której tak pragnę i poszukuję, a wiem już, że Bóg i Jego Syn kochają mnie bezwarunkowo i ja chcę tą miłość chłonąć i przekazywać dalej.
Z opowieści Kingi jest dla mnie jeszcze jeden ważny fakt. Nie tak dawno, gdy zapoznałam się z poradnikiem dotyczącym aspektów prawnej korekty płci, przeraziłam się, jak to skomplikowane i kosztowne. Przykład Kingi, która swój proces sądowy przeszła już wiele lat temu, dał mi ponownie nadzieję, że nie będzie tak źle. Niestety, nie mogę liczyć na wsparcie, jakiego dostała Kinga od swoich rodziców, moja mama już nie żyje, a ojciec jest poza. Nie wychodzi z domu, nie leczy się. Nie mam pojęcia, jak to wszystko będę musiała przeprowadzić, gdy przyjdzie już czas rozprawy sądowej.
Jednak najważniejszy wniosek, jaki wysnułam z opowieści Kingi, to to, jak przygotowani jesteśmy, mentalnie, fizycznie, psychicznie do rozpoczęcia nowego życia. I tutaj jestem bardzo szczęśliwa, że zanim w ogóle pomyślałam o tranzycji, żyłam już jako kobieta 24h na dobę od kilku miesięcy. Także moje obie Panie, które mnie diagnozują, to zupełnie inny poziom empatii, podejścia do mego problemu i wsparcia, które dostaję od Nich non stop, niż to, co doświadczyła Kinga.
Bazując na własnych odczuciach, na własnych doświadczeniach, jestem tym bardziej pełna podziwu, że Kinga potrafiła wrócić do życia, bo dla mnie to tak wygląda. I jest jeszcze jeden ważny fragment tej opowieści. Kindze dużo dało obcowanie z chorymi. I tutaj ponownie potrafię się wczuć i zrozumieć. Sama, gdy robiłam kurs opiekunki, miałam praktyki w Domu Pomocy Społecznej. A po ukończeniu kursu przez kilka lat pracowałam z osobami potrzebującymi pomocy. Musiałam zmierzyć się z ich fizycznymi ułomnościami, co już samo w sobie było niekiedy bardzo trudne, ale przede wszystkim, zmierzyć się z blokadami psychicznymi ludzi, którzy nagle zostali wyrwani ze swojego dotychczasowego życia lub obserwować, jak powoli tracą coraz bardziej kontakt ze światem.
Obcowanie z takimi ludźmi, czy to poprzez wspólne przebywanie z nimi na oddziale szpitalnym, czego też doświadczyłam, gdy po wypadku leżałam w szpitalu i czekałam na operację założenia endoprotezy stawu biodrowego, a po operacji uczyłam się chodzić i obserwowałam, jak inni pacjenci na sali i oddziale, z mniejszym lub większym skutkiem wracali do w miarę normalnego życia; (niestety, wielu z nich już nigdy nie rozstało się z kulami. Mi to się na szczęście udało i obecnie tylko niekiedy odczuwam, że mam tą endoprotezę); czy to poprzez opiekę nad nimi, daje niezwykle wiele siły. Myślę, że dobrze interpretuję przesłanie Kingi, że obcowanie z tymi ludźmi pomogło spojrzeć Jej inaczej na swoje problemy, i dzięki temu, łatwiej sobie z nimi poradzić.
Tak stało się na pewno w moim przypadku. Zwłaszcza, gdy dopiero odkrywałam to, kim jestem, i prawie że na każdym kroku spotykałam się z szykanami, ostracyzmem, wykluczeniem, pogardą, wtedy znajdowałam siłę w tym, co robię. Mówiłam sobie, co wy wiecie o mnie, obrzucając mnie wszystkimi dostępnymi inwektywami. Jak zachowalibyście się na moim miejscu, gdybyście musieli pomóc 140 kilogramowemu byłemu hokeiście, który poruszał się na wózku i był po wylewie jednostronnie sparaliżowany, pomóc w ćwiczeniach, zrobić transfer z wózka do łóżka i z powrotem, pomóc mu się ubrać, spacerować wiele kilometrów dziennie. I na koniec usłyszeć od jego matki, gdy opuszczałam to miejsce (wiedziała już, że kim jestem), że nadal nie może zaakceptować w pełni tego, kim jestem, ale to nie ważne. Dla Niej najważniejsze jest to, jakim jestem człowiekiem, i jakim byłam opiekunem Jej syna. W Jej ocenie najlepszym z dotychczasowych.
Nasz droga ku sobie zmierza najróżniejszymi ścieżkami, które niekiedy się krzyżują, gdyż przez to, kim jesteśmy. Pojawia się wiele podobnych sytuacji, ale jeszcze więcej jest różnic, bo to, że jesteśmy osobami transpłciowymi nie daje nikomu prawa wrzucać nas do jednego worka i odgórnie ustalać, co jest dla nas dobre a co złe. Albo, co niestety, jest naszym najczęstszym udziałem, dawać nam do zrozumienia, że najlepiej, gdyby nas w ogóle nie było. Niestety w przeciwieństwie do ich poglądów, my jesteśmy żywymi ludźmi, wrażliwymi, odczuwającymi ból, gdy ktoś nas atakuje, radość, gdy spotyka nas szczęście. Czy my się różnimy w swoich pragnieniach i odczuciach od innych ludzi ?
My tylko pragniemy żyć i opowieść o właśnie jednej z takich egzystencji powinna znaleźć się w spisie lektur szkolnych, bo ona naprawdę uczy empatii, człowieczeństwa, wrażliwości. I wcale nie jest tutaj najważniejsze, że pokazuje tu losy osoby transseksualnej. Wprost przeciwnie. Pokazuje, jak wielopoziomowe jest człowieczeństwo i ile bólu sobie nawzajem zadajemy.
W imię czego ? W imię sprostania wymaganiom innych ? A gdzie nasze prawo do samostanowienia ?
Na szczęście Kinga pokazuje, że nawet w najtrudniejszych przypadkach warto walczyć o siebie. I wygrywać. I ja, tak jak Ona, zamierzam wygrać.

Kinga Kosińska „Brudny róż”