EEG i pierwsze efekty kuracji

Skorzystałam z okazji, że miałam wolną sobotę i umówiłam się na wykonanie badania EEG. Pojechałam do Piły i po małym zamieszaniu z nietypowo umieszczoną numeracją na Ul. Podchorążych trafiłam na miejsce. Zostałam obłożona sądami przyklejonymi na żel, co bardzo „ucieszyło” moje świeżo umyte włosy. Potem zostały podłączone liczne kabelki i badanie się zaczęło. Proszę zamknąć oczy, otworzyć, oddychać normalnie, oddychać głęboko, zamknąć oczy, otworzyć oczy…I tak przez kilkanaście minut, nawet nie wiem, jak długo trwało badanie, bo nie spojrzałam na zegarek.
I tak mam to badanie za sobą. Teraz, na początku stycznia zrobię badania kontrolne i przekonam się, jakie zmiany nastąpiły.
Wreszcie też zauważyłam konkretne zmiany. Osłabł mi zarost. Wąs praktycznie obecnie odrasta w postaci meszku wyczuwalnego palcem, ale praktycznie niewidocznego. Czubek brody podobnie. Silny zarost nadal jest na bokach żuchwy i na bokach szyi. Bardzo spowolnił się wzrost włosów pod pachami, na piersiach. Włosy na nogach i na rękach też wydają mi się rzadsze i słabsze. Zaczęły mnie też stosunkowo mocno boleć sutki. Wzwodu praktycznie nie mam wcale, tylko czasami, gdy mocno się czymś podniecę, następuje reakcja, ale bardzo szybko ją tłumię i praktycznie bez problemu. Jak na kilka miesięcy brania leków, a praktycznie pełnej dawki od miesiąca i w dodatku z problemami z trzymaniem się plastrów, a co za tym idzie, z ich skutecznością, to i tak osiągnęłam rezultat, który bardzo mnie cieszy, tym bardziej, że zanim zdecydowałam się na tranzycję, uważałam, że branie leków w moim wieku nie odniesie praktycznie żadnych widocznych skutków. A tu takie przyjemne rozczarowanie. Na pewno na zmiany ma też wpływ to, że wreszcie udało mi się znaleźć skuteczny sposób przyklejania i zabezpieczania plastrów.
Mogę to już napisać – zaczęłam fizycznie stawać się kobietą…

Zmiana imienia

Co pewien czas wracała do mnie myśl, czy to przez własne przemyślenia, czy to przez pytania innych, jakie są możliwości zmiany imienia bez zmiany określenia płci. Pierwszy raz te myśli pojawiły się, gdy byłam w Urzędzie Stanu Cywilnego załatwiać dokumenty związane ze zgonem mamy. Oczywiście, jak pojawia się możliwość, by porozmawiać o mojej specyficznej sytuacji, a wyczuwam zainteresowanie, rozmawiam. Tak było także w tym przypadku. Nie zrozumiałam wtedy dokładnie, o kierownika jakiego Urzędu chodzi. Byłam wtedy także częstym gościem wydziału wydającego dowody osobiste i tak mi utkwiło błędne wrażenie, że to kierownik tego wydziału ma w swojej gestii rozpatrzenie takiej sytuacji. Gdy pojawiły się szanse, że wejdzie nowa ustawa, ten akurat problem uznałam za niebyły, gdyż miałam nadzieję, że szybciej, niż planowałam początkowo, dokonam prawnej korekty. Niestety, veto prezydenta i wygrana PiSu pogrzebała skutecznie na razie te szanse.
I myśl o zmianie imienia, sprowokowana dodatkowo pytaniem Sandry, wróciła. Zrozumiałam, że szkoda mi każdego dnia, który utrudnia mi w określonych sytuacjach, funkcjonowanie. Także utrudnia to odbiór mojej osoby przez innych. Postanowiłam więc wrócić do tematu, tym razem jednak konkretnie. Po wyjaśnieniu błędu, udałam się pod właściwy adres, czyli do Urzędu Stanu Cywilnego i miałam szczęście, bo trafiłam na Panią Kierownik. Przedstawiłam swoją sprawę, i co już myślę, jest sporym sukcesem, nie zostałam odprawiona z kwitkiem. Fakt, że z taką sytuacją moja rozmówczyni nie miała do czynienia nie przeszkodził Jej w tym, by temat zbadać. Przede wszystkim odnalazła stosowny zapis w Kodeksie dotyczącym nadawania i zmian imion i nazwisk. Jest tam artykuł, który dopuszcza zmianę w przypadku ważnych powodów. Czyli, nie ma wyraźnego zakazu, ale nie ma też jasnego przyzwolenia. Jednym z ważniejszych argumentów, jaki przedstawiła moja rozmówczyni było to, że imię powinno odpowiadać temu, co widać, czyli męskie dla mężczyzny, damskie dla kobiety…Ale…ja wizualnie wyglądam jak kobieta i tak żyję non stop i nie zamierzam inaczej. Przedstawiłam też kilka bardzo ważnych z mojego punktu widzenia powodów, dla których uważam, że zmiana imienia jest zasadna. Przedstawiłam kilka przykładów, gdy w określonych sytuacjach zostały w obecności innych ludzi odczytane na głos moje dane, czyli imię i nazwisko. Zawsze taki fakt budzi niezdrową sensację i zainteresowanie. I tutaj usłyszałam od mojej rozmówczyni, że taki konkretny przypadek ma zupełnie inny ciężar gatunkowy z Jej punktu widzenia a zupełnie inny z mojego. Tak, to prawda i uważam, że to stwierdzenie pani Kierownik to kolejny mały sukces. Obecnie czekam na telefon. Pani Kierownik poprosiła o kilka dni zwłoki, gdyż chciała mieć czas na konsultacje w tej sprawie, co także uważam za pozytywny element całej tej sprawy. Oczywiście, niemal na samym wstępie przekazałam informację, że mogę już przedstawić dwie niezależne decyzje od seksuologa i psychologa, że jestem osobą transpłciową i dostanę pozytywną opinię do pozwu sądowego. Myślę, że właśnie ten fakt, o którym dowiedziałam się w poniedziałek w Poznaniu był tym impulsem, który spowodowała, że podjęłam się sprawdzenia tej możliwości. Nie miałam okazji przedstawić wszystkich ważnych aspektów, ale mam nadzieję, że bez względu na ostateczną decyzję, jeszcze będziemy o tej sprawie dyskutować. Gdyż zmiana imienia pozwoliłaby mi odłożyć w czasie prawną korektę. Mogłabym być może wtedy uniknąć pewnych kosztów i stresujących sytuacji związanych z pozywaniem ojca, czyli zatrudniania dla niego przedstawiciela prawnego. Przypuszczam, że mając pozytywne opinie i zmienione imię być może nie musiałabym na razie iść dalej. Bo że pójdę, to pewne, ale mogłabym to zrobić w bardziej sprzyjających warunkach. Na chwilę obecną czekam na informację…
27.12.2015
Minęły ponad dwa tygodnie. Telefon milczy. Nie mam sama możliwości iść w godzinach pracy do Urzędu, bo sama pracuję dłużej. Nie chcę też dzwonić, bo wolałabym rozmawiać osobiście. Co prawda, okres przedświąteczny mógł konsultacje wydłużyć, ale raczej straciłam już nadzieję na jakąkolwiek pozytywną reakcję. Ale sam temat wart jest przedstawienia, bo na pewno nie jestem jedyną osobą, która w trakcie korekty, prowadząc test realnego życia, boryka się z tymi samymi problemami co ja. A wystarczyłby dokument, nawet tymczasowy, który pozwalałby we wszystkich sytuacjach wymagających podawania swoich danych osobowych, prezentować dane odpowiadające wizerunkowi danej osoby. Trans Karta nie ma akurat takiej mocy. Jest oczywiście pomocna i dobrze, że jest, ale dokument urzędowy, w jakiejkolwiek formie, byłby o wiele bardziej przydatny. Być może temat jeszcze wróci. Być może telefon jeszcze zadzwoni. Zobaczymy…

Efekty

Wreszcie, po długiej przerwie spowodowanej chorobą, pojawiłam się w Poznaniu u obu moich Pań.
Z panią Pauliną próbowałyśmy ustalić, czy widać już efekty. Trudno mi to stwierdzić, zwłaszcza w sferze fizycznej, ale ostatnio stwierdziłam, że zwiększyła mi się wrażliwość sutków i odczuwam ich lekką bolesność. Nie mam też prawie wcale kłopotów ze wzwodem. Praktycznie, tylko wtedy, gdy oglądam bardziej ostre zdjęcia i to tylko damskie, niekiedy jest reakcja. Zauważyłam też, że irytują mnie erotyczne sceny damsko-męskie, co jeszcze jakiś czas temu sprawiało mi przyjemność i podniecało mnie. Jednak najwięcej zmian odczuwam w sferze psychicznej. Czuję się o wiele pewniej, ale i łatwiej wpadam w stany lekko depresyjne, gdy coś idzie nie tak. Jestem bardziej wrażliwa, co powoduje bardziej kobiece zachowania w pewnych stresujących sytuacjach, czego w ogóle się nie wstydzę, który to wstyd często mi towarzyszył, gdy wpadałam w podobne stany w przeszłości, zwłaszcza, gdy jeszcze nie rozumiałam siebie. Z drugiej strony pewność siebie daje mi więcej odwagi. Oczywiście, jak mogę, unikam sytuacji stanowiących zagrożenie, a takie zawsze przecież będą, ale często, gdy wiem, że nie ma szans na fizyczny atak, na słowny odpowiadam z pełną mocą i cieszy mnie to. Wręcz ni9ekiedy mam ochotę podejść i walnąć torebką na odlew. Krótko mówiąc, w ogóle nie chowam się już do skorupy, co bardzo spodobało się Pani Paulinie. Natomiast Pani Ania powiedziała mi, że ostatnio o mnie rozmawiały i zastanawiały się, co ze mną zrobić i doszły do wniosku, że chyba muszą mi pozwolić pisać pozew do sądu. Pamiętam, że tego przez długi czas jednak się obawiałam, że gdy poddam się testom, rozmowom i sprawdzianom, okaże się, że to tylko moje fantazje. Na pewno pomogło tutaj to, że zaczynając tranzycję, miałam za sobą już wiele samoanaliz i kilka miesięcy życia en femme. Z obiema Paniami rozmawiałam tez o kompletnie nowym rodzaju snów, które zaczęły mnie nawiedzać. Są bardzo wyraziste, doskonale je pamiętam i nawiązują do siebie, wręcz rozwijają się w konkretnym temacie. Dotychczas były to dwa sny. Drugi nad ranem w poniedziałek, przed wyjazdem do Poznania na wizyty.
W obu pojawiła się moja żona. W pierwszym był to tylko epizod. Przeszła koło mnie, bodajże siedzącej w poczekalni w poradni chirurgicznej i prowadziła za rękę mała córeczkę. Jakoś wiedziałam, że to nasze dziecko, mimo że nie zamieniłyśmy słowa, ale pamiętam, jak córeczka na mnie patrzyła, gdy obie koło mnie przechodziły. Drugi sen był o wiele bardziej emocjonalny. Miałyśmy już dwie córeczki, jeszcze nie nastolatki, ale już nie małe dzieci. Moja była żona przyjechała z Niemiec zabrać je na stałe do siebie…Pamiętam te łzy, córeczek i moje, oraz te mocne dziecięce uściski, gdy żegnałyśmy się…sam fakt pojawienia się córeczek można wyjaśnić tym, że zawsze marzyłam, by oprócz syna mieć córkę. Ale nigdy nie pojawiała się Ona, albo One, w moich snach. Aż do teraz. Czyżby był to jakiś objaw wracających, tym razem w innej formie, instynktów macierzyńskich ? Obie moje specjalistki tego nie wykluczyły. Ciekawe…

Reakcje

Ale ze mnie prorok. Wczoraj pisałam o tym, jak test realnego życia i kuracja hormonalna wpływają na moje reakcje na reakcje innych na mnie.
I dzisiaj miałam okazję sprawdzić to ponownie w praktyce.
Niejaki Mateusz Cholewiński z Chodzieży napisał do mnie na priv na facebooku takie zdanie (cyt dosłowny) „Powiedz mi jak to jest byc ciota i zrobic sie na babe…”
Moja reakcja ? Śmiać mi się chce, bo nawet, gdybym nadal w jakimkolwiek stopniu uważała się za faceta, to fakt, że interesują mnie tylko kobiety jakoś nie pasuje do tego „określenia” ( w cudzysłowie, bo nie chcę obrażać słowa określenie). Nie podjęłam z tym osobnikiem żadnej dyskusji tylko od razu go zablokowałam. Sam fakt do pewnego stopnia mnie rusza, ale raczej z powodu błędnego określenia. Nie miałabym nic przeciwko określaniu mnie lesbą, jak ktoś chce być wulgarny, bo ja jestem emocjonalnie lesbijką i nią pozostanę, gdyż kuracja hormonalna nie zmienia we mnie nic w tym względzie. Wręcz przeciwnie. Tak jak jeszcze kilka miesięcy temu określałam swoje skłonności jako bi, obecnie zdecydowanie tylko kobiety. Więc jaka ze mnie ciota, która w dodatku robi się na babę. Na babę to się może zrobić sam Mateusz Ch. Jak dla żartu na jakiejś imprezie przebierze się za dziewczynę, ale wątpię, by zrozumiał tą subtelną różnicę…I wcale mi na tym nie zależy.
Dzisiaj ponownie usłyszałam z ust szefa komplement, gdy widziałam się z Nim. Stwierdził, że wyglądam rewelacyjnie i że muszę sporo w siebie inwestować, bo to widać. I czy z takimi słowami można w jakikolwiek sposób zderzyć słowa Mateusza Ch. ? Można, lecz tylko po to, by zostały zmiecione jak pył przez letnią bryzę spod moich stóp, bo większej siły nie potrzeba.
To zresztą nie pierwsza taka wiadomość, jaką dostałam, ale wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga, więc znikały bez komentarza. Teraz będę reagowała na takie zaczepki, bo w końcu jakie prawo ma ten ktoś, by w ogóle zwracać się do mnie per ty…

Test Realnego Życia

DSCI1334

Powoli dochodzę do siebie po ostatnich kłopotach zdrowotnych. Za kilka dni ponownie odwiedzę moje obie Panie.
Zastanawiam się, czy kuracja odnosi już jakiś skutek. Od pewnego czasu biorę już Estraderm 100.
Myślę, że jednym z głównych pozytywnych skutków jest to, że nie odczuwam osłabienia. Fakt, nadal jestem lekko osłabiona, ale to na pewno wskutek niedawnej choroby i operacji oraz ogólnych predyspozycji mojego organizmu, który nie lubi jesieni i negatywnie na nią reaguje. Oczywiście, jesień ma i swoje cudowne strony, zwłaszcza jak dla mnie najpiękniejsza feria barw. Udało mi się już parę razy cieszyć na spacerach z pięknej jesiennej pogody i cudownych jesiennych barw.
Być może odczuwam pozytywne skutki kuracji w sferze psychicznej, bo w teście realnego życia to chyba jest najważniejsze.
Bardzo mnie cieszy to, że mogę prezentować się na co dzień w kobiecym wydaniu. Nie ma dla mnie problemu, że każdego ranka muszę zrobić makijaż, wręcz przeciwnie, cieszy mnie to. Ubieram się tak, by jak najbardziej podkreślać moje kobiece atuty, oczywiście, na ile pozwala aura. A ostatnio dodałam kolejny element do mego stałego wizerunku. Biust mam też w pracy i zaraz poczułam się pewniej. Takie próby już podejmowałam prędzej, ale wygoda zawsze zwyciężała. Teraz byłam nawet gotowa nosić moje protezy (nawet raz je miałam), ale jednak stwierdziłam, że szkoda mi ich uszkodzić, a skoro mam super push-upy, korzystam z nich i osiągam oczekiwany efekt. Tak, nie mam wątpliwości. Czuję się pewnie i nic nie jest w stanie mnie zawrócić. Jeżeli do tej pewności siebie przyczynia się także kuracja hormonalna, to jest to bardzo pozytywny skutek kuracji. Cieszę się też z tego powodu, że jestem w stanie normalnie funkcjonować, a wiem z rozmów z innymi osobami transseksualnymi, i to zarówno młodymi jak i zbliżonymi wiekowo do mnie, że bardzo rozpoczęcie kuracji bardzo destabilizowało ich normalne funkcjonowanie. Są przypadki, że taki stan trwa nawet przez wiele miesięcy, utrudniając skutecznie w miarę normalne funkcjonowanie zwłaszcza w sferze zawodowej. Wiem, bo także to podkreślała Pani Paulina, że najtrudniejsze będą pierwsze trzy miesiące, gdzie organizm będzie musiał się przestawić na nowe wyzwania. Ja już praktycznie mam ten okres za sobą i zaczynam czuć się coraz lepiej i pewniej. A gdy jeszcze dołożę do tego ten przykry fakt, że akurat w tym pierwszym okresie zachorowałam, a mimo to wszystko idzie ku dobremu, tym bardziej mogę czuć się szczęśliwa.
Nie pisałam do tej pory o teście realnego życia, który jest bardzo ważnym elementem tranzycji.
Słyszałam wiele opinii na jego temat, a także na to, jak długo powinien trwać. Sama początkowo uważałam, że kilka miesięcy wystarczy w zupełności. Już tak nie uważam. I ciesze się, że mój test trwa już ponad rok i potrwa jeszcze wiele miesięcy, bo do momentu złożenia pozwu to jest test życia. Tak to traktuję i tak to analizuję. Zwłaszcza w moim przypadku i osób, które kuracje rozpoczynają w kwiecie wieku taki test jest niezwykle ważny. Musimy sobie zdać sprawę, o czym wspominam zresztą w pierwszej scenie pierwszego odcinka „W obcym ciele”, że w moim wieku, a skończyłam 47 lat, kuracja nie zrobi nagle ze mnie kogoś innego, kobiety, w której nie pozostaną ślady bycia przez ponad 40 lat mężczyzną. Po zmianie dokumentów nadal będę wyglądała tak, jak teraz. Na pewno pewne zmiany nastąpią, ale na pewno nie będą rewolucyjne. I tutaj właśnie ważne jest, żeby sprawdzić, jak ja reaguję na reakcje ludzi. Tak, to bardzo ważne. To moje reakcje na reakcje innych są o wiele ważniejsze dla mnie niż reakcje innych na mnie. Nie zmienię reakcji innych, bo nie mam przecież wpływu na innych ludzi, ale muszę wiedzieć, czy różne, często negatywne, wyrażające dezaprobatę, a niekiedy wyśmiewające reakcje oddziałują na mnie w negatywny sposób i do jakiego stopnia to się dzieje. Czy, gdy usłyszę ponownie głupie teksty, przeczytam obraźliwe słowa, zobaczę negatywne gesty i wzrok pełen politowania, przejmę się na tyle, że zacznę ponownie zadawać sobie pytanie, czy ja tego potrzebuję…
Bez realnego testu, i to w bardzo różnych sytuacjach, nie odpowiemy sobie na to pytanie. Ja już na to pytanie mogę odpowiedzieć z pełną świadomością. Swój test przechodziłam w różnych sytuacjach. Jechałam autokarem 1000 km, pracowałam w małej wiosce w Niemczech, bywam regularnie w Poznaniu, mieszkam w niewielkim mieście. Pracuję. Bywam w bankach, u lekarza, w sklepach, poznaję ludzi, rozmawiam, i mimo różnych reakcji, nie pojawia się we mnie pytanie. Wprost odwrotnie, negatywne sytuacje, które są moim udziałem i na pewno będę ich doświadczała w przyszłości, tym bardziej mnie utwierdzają w tym, że racja jest po mojej stronie. Ten test pozwala też poznać bliżej, jak traktowana jest pozycja kobiety we współczesnym świecie. I ja tego już doświadczam. Mogłabym dla wygody rezygnować z pewnych elementów, ale gdy próbowałam to robić, czułam się źle, czułam, że sama siebie oszukuję. Oczywiście, ważne jest także dla mnie to, jak postrzegają mnie inni, dlatego dbając o swój wizerunek, robię to dla swojej przyjemności i realizacji swoich potrzeb, ale także dla ułatwienia odbioru mojej osoby przez otoczenie. Dlatego, gdy mam okazję, pokazuję także nie tylko praktyczną stronę swojego ja, ale także eleganckiej, wyzywającej, lekko kontrowersyjnej. Tak, jak powiedziała mi Kasia Klucz, gdy się poznałyśmy. I tak się wyróżniasz, więc wyróżniaj się pozytywnie przez swoją oryginalność w sposobie bycia i ubiorze. I tak robię.
Widzę też pewne zmiany. Coraz bardziej irytuje mnie, gdy słyszę, jak ktoś zwraca się do mnie per on. Był czas, gdy to tak na mnie nie oddziaływała. Teraz, oczywiście nie robię z tego problemu, nie zwracam uwagi osobie tak się do mnie zwracającej, ale czuję się z tym zawsze źle.
Test pozwala mi codziennie wsłuchiwać się w siebie i sprawdzać, czy jeszcze pojawiają się wątpliwości. I nie słyszę ich. Natomiast codziennie przekonuję się, jak cudownie czuję się będąc kobietą. Nie mam sklerozy i pamiętam, jak czułam się przedtem, zanim zrozumiałam. Nigdy nie czułam się tak spełnioną i tak spójną wewnętrznie jak teraz. Nigdy mężczyzna we mnie nie był tak spójną i kompletną osobą jak w chwili obecnej jestem będąc kobietą.
Bez testu realnego życia nie byłabym w stanie przekonać się, na ile ta moja kobiecość jest prawdziwa a na ile wydumana, wymyślona. I przypuszczam, że w wielu przypadkach, gdy po tranzycji i zmianie dokumentów, często połączonej z operacjami, następuje remisja, retranzycja, jedną z ważnych przyczyn może być zbyt szybko lub zbyt powierzchownie przeprowadzony test realnego życia. Gdyż, jak ma być prawdziwy, nie możemy go przeprowadzać tylko i wyłącznie w komfortowych warunkach albo w wybiórczych sytuacjach, bo wtedy z realnym życiem nie ma to nic wspólnego. Ja jestem już pewna, że w moim przypadku do żadnej remisji nie dojdzie.
A test ? Nadal go prowadzę, podchodzę do niego normalnie, traktuję go jako coś zupełnie normalnego w procesie diagnostyki i cieszę się każdego dnia, gdy patrzę w lustro i widzę kobietę.