Cukierki

opinia

Tak w naszym transowym slangu nazywamy tabletki.
Powoli zbliżał się czas, gdy miałam wejść w kolejny etap. Przeszłam wszystkie badania kliniczne, poczynając od oznaczenia mojego kariotypu, który okazał się prawidłowy. Przeprowadzona cała seria badań, część z koszyka NFZ, część prywatnie, pozwoliła stwierdzić, że jestem zdrowa i nie ma medycznych przeciwwskazań do rozpoczęcia kuracji hormonalnej. Teraz potrzebna była opinia psychiatryczna wykluczająca jakiekolwiek zaburzenia, które uniemożliwiałby stwierdzenie, że w moim przypadku chodzi o transseksualizm.
W ciągu kilku kolejnych wizyt zrobiłam wszystkie wymagane testy i podczas wrześniowej wizyty dostałam pierwszą opinię psychiatryczną, z którą można się zapoznać na zdjęciu dołączonym do tego postu.
Po dostarczeniu tej opinii Pani Paulinie dostałam pierwszą receptę na Androcur, czyli lek blokujący testosteron. I w ten sposób na początku września weszłam w kolejny etap mojej tranzycji.
Omówiłam też z obiema paniami dalsze plany i pragnienia. I spotkałam się ze zrozumieniem i akceptacją.
Początkowo planowałam, że proces potrwa przynajmniej dwa lata, zwłaszcza, gdy jeszcze myślałam, że będę jeździła do Niemiec. Teraz postanowiłyśmy, że wiosną przyszłego roku będę składała pozew do sądu. Może…przyszłe, 47 urodziny , będę już obchodziła jako pełnoprawna kobieta.
Przez pierwszy miesiąc brałam jedną tabletkę Androcuru dziennie. Ustaliłyśmy z Panią Pauliną, że, jak wszystko będzie ok, za miesiąc zwiększymy dawkę. Piszę te słowa dwa dni przed kolejną wizytą, więc już niedługo zwiększę dawkę. Jestem ciekawa, kiedy wprowadzimy kolejny lek.
Jeszcze chyba nigdy nie przeczytałam tak dokładnie ulotki dołączonej do leków. A zwłaszcza opisu skutków ubocznych, które w większości sprawiły mi wielką radość.
Procesowi mojej tranzycji cały czas towarzyszy jeden poważny problem, który, mimo że wiem, że trzeba go odłożyć na późniejszy czas, cały czas nie daje mi spokoju.
Operacja. Ciągle, od momentu, gdy na poważnie zaczęłam widzieć w sobie kobietę, ten problem gości w moich myślach.
Mam już za sobą okres, gdy uczyłam się akceptować taką siebie, jaką jestem stworzona, ale, mimo wszystko, pragnienie, by być w pełni kobietą, także biologicznie, stale mi towarzyszy. Myślę, że to będzie jeden z poważniejszych problemów, jaki będziemy musiały rozpatrzyć bardzo wnikliwie z Panią Pauliną.

Rozmowy…o wszystkim z Paniami Pauliną i Anią

P1020625

Sam proces diagnozowania jest bardzo złożony.
Wielokrotnie wracamy do tych samych wątków rozpatrując je z różnych punktów widzenia. Często omawianie pewnego aspektu nagle schodzi na zupełnie inny temat.
Bardzo ważne jest, by nie bać się mówić. Ale także, by wiedzieć, co się mówi. Bardzo szybko zostaną wychwycone sprzeczności i wzajemnie się wykluczające sytuacje. Ja nigdy nie miałam problemu z mówieniem o sobie, wręcz odwrotnie, mówiłam zbyt wiele. Dlatego teraz nie mam z tym problemu. Rozpatrywałyśmy moje życie w kilku podstawowych aspektach. Dzieciństwo, okres szkolny, relacje w domu rodzinnym. Relacje z rodzicami, z siostrą, z rówieśnikami. Okres dojrzewania. Bardzo wiele uwagi poświęciłyśmy okresowi narzeczeństwa, małżeństwa, rodzicielstwu. Szukałyśmy odpowiedzi, kiedy i dlaczego zaczynało się psuć. Miałam tutaj ułatwione zadanie, bo dzięki napisaniu książki „Lukrecja w ciele Krzyśka”, w której dokonałam analizy swojego dzieciństwa i okresu małżeństwa, nie miałam problemu z jasnymi i przemyślanymi wypowiedziami.
Od czasu do czasu schodziłyśmy także na bardziej kontrowersyjne tematy, które często zaciemniały obraz, zwłaszcza, że nie ukrywałam w rozmowach, że długo moja kobiecość przejawiała się na zewnątrz tylko poprzez fetysz. I właśnie ten problem dotyczący moich fetyszy stał się przedmiotem analizy podczas jednego z naszych spotkań
Istniało duże ryzyko, że moje postrzeganie swojej kobiecości to forma fetyszu. Widząc, że to jest dyskusyjna sprawa, przemyślałam przed kolejną wizytą ten problem i na następnym spotkaniu przedstawiłam swój sposób postrzegania moich pasji fetyszowych. I problem został rozwiązany. Wyjaśniłam, że dla mnie te różne fetysze są po prostu elementem mojego życia jako kobiety. Tak, jak kobiety, oczywiście mężczyźni też, mają swoje pasje, hobby, tak dla mnie są nimi właśnie fetysze, jako jedna z form urozmaicania swojego życia. Są przecież takie osoby, które po prostu żyją, a są takie, które poza tzw. „normalnym” życiem, realizują się na różne ciekawe sposoby. I ja właśnie należę do tej drugiej kategorii.
Pani Paulina przyjęła to wyjaśnienie i ten, na tym etapie już ostatni większy znak zapytania, został usunięty.
Ale nie tylko z Panią Pauliną o tym rozmawiałam. Ten sam temat omawiałam na jednym z pierwszych spotkań w Ośrodku Amonaria, w którym poznałam Panią Anię Roszyk.

Pani Ania.

Na jednej z wizyt pani Paulina powiedziała, że ocenę psychologiczną powinna mi zrobić inna osoba, bo mimo że Ona ma uprawnienia, ale lepiej dla mnie, żeby była to opinia innej osoby. Oczywiście zgodziłam się, i jak się okazało, bardzo dobrze zrobiłam, bo w projekcie nowej ustawy o uzgadnianiu płci jest zapis, że trzeba mieć dwie niezależne opinie do sądu. Od lekarza seksuologa, prowadzącego tranzycję, jak i psychologa albo psychiatry.
W ten sposób trafiłam do kolejnego gabinetu. I poznałam Panią Anię Roszyk.
Okazała się równie niezwykła i kompetentna, jak Pani Paulina, o czym bardzo szybko się przekonałam. Teraz już wiem, że obie opinie, jak je dostanę do ręki, będą bardzo rzetelnie i sąd nie powinien mieć obiekcji z uznaniem ich merytoryczności.