Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Transfobii

dzień pamięci

23770225_1925566600792864_1168176851_oWspominamy dziś ofiary morderstw na tle tożsamości płciowej.
Zastanawiając się nad tym, jakie czytania wybrać na dzisiejsze wspomnienie, szukałam takiego zestawienia, które z jednej strony pokazywałoby cierpienie, ale jednocześnie dawało nadzieję i otuchę. Fragment Księgi Machabejskiej,z której pochodzi dzisiejsze czytanie, opowiada o bardzo tragicznym zdarzeniu. Tym bardziej bolesnym, że matka obserwowała, jak zamęczono na śmierć jej siedmiu synów. Właśnie to zestawienie mnie bardzo uderzyło. Każda z ofiar, którą dziś wspominamy, miała matkę. Nie ważne czy każda cierpiała, bo wiemy też, że w przypadku osób transpłciowych nie zawsze tak jest, ale większość cierpiała, cierpiała przez wiele lat obserwując, jak dziecko, które urodziła i wychowała, pragnąc żyć w zgodzie z sobą, naraża się na nienawiść, przemoc, naraża się na śmierć. Czy osoby te poddały się? Nie, podobnie jak synowie z Księgi Machabejskiej, nie zrezygnowali z prawa do bycia sobą i walki o to, w co wierzą, do samego, tragicznego końca.

23760100_1925566577459533_1574190812_oDokładnie to chcę dziś podkreślić, gdyż nie wierzę, że te zamordowane osoby chciały być zabite, że nie obawiały się o to, że także ich bliscy będą cierpieć. Dlatego tak ważne są słowa matki do najmłodszego syna: “przyjmij śmierć, abym w czasie miłosierdzia razem z twoimi braćmi odzyskała ciebie”. Dla mnie to pociecha, że nasze wybory, za które tak często cenę płacą nasi bliscy, w końcu zostaną nagrodzone.
Ten dzień jest szczególnie dla mnie ważny. Rok temu, gdy pierwszy raz zorganizowałam wspomnienie ofiar transfobii, miałam świeżo w pamięci atak, którego sama padłam ofiarą, a który mógł zakończyć się tragicznie. Dzisiaj proszę Was wszystkich byśmy nie byli obojętni na to, co dzieje się dookoła nas. Najwyższy odsetek prób samobójczych wśród młodzieży ma miejsce właśnie wśród osób transpłciowych. Niekiedy do tych prób prowokują słowa, słowa, które mają moc zabijania.
23825420_1925566627459528_1854768337_oSłowa matki o nadziei na wspólną, pozbawioną bólu i strachu, przyszłość w Raju,kontynuuje Ewangelia. Chrystus w niej mówi tak wyraźnie, po co przyszedł na ziemię. Przyszedł właśnie po to, by przywrócić nadzieję, by matka, która patrzyła na śmierć swoich synów, naprawdę mogła się z nimi spotkać, by spełniło się to, w co tak gorąco wierzyła. Wierzę, bo tego uczy mnie Chrystus, że wiara matki zostanie spełniona, wierzę, że wszystkie nasze siostry i wszyscy nasi bracia tak brutalnie wyrwani z tego świata są już w tym pełnym miłości świecie, w którym nie ma łez i bólu po stracie bliskich.
Nie znamy ich, nie dowiemy się, jak żyli, czy udało się im choć przez chwilę znaleźć szczęście i cieszyć się z tego, że są wyjątkowi i wyjątkowe, ale jest coś, co możemy im dać. Naszą zadumę nad ich losem i modlitwę o to, by jak najszybciej znaleźli się u boku Pana.
I o to Was wszystkich w imieniu ofiar i ich rodzin, proszę
Amen”

23798182_1925566607459530_869106653_oTo słowa Rozważania, jakie napisałam na dzisiejszą Uroczystość, jaką przygotowałam by uczcić pamięć 325 ofiar transfobii z ostatniego roku.
Po lewej widać listy ofiar, jakie leżały u stóp Ołtarza…
To była pełna ciepła i skupienia uroczystość i taka, jaką uznałam za najlepszą formę uczczenia pamięci ofiar. Gdy dziś po południu pisałam tą długą listę imion, nazwisk, a niekiedy symboli „NN”, czułam, że zbliżam się do nich, do ich rodzin. Przerażało mnie, ile młodych, nastoletnich ofiar. Zastanawiałam się…I wiedziałam, ponownie mówiłam sobie, że bez względu na to, ilu nas będzie, cieszę się, że poświęciłam ten czas na to, by choć przez chwilę być z Nimi…
A jednak teraz, późnym wieczorem, odczuwam smutek. Chyba nie zrozumiem nigdy, dlaczego tak łatwo jest brać, żądać, oczekiwać, wymagać, a dlaczego tak trudno jest dać coś od siebie…I nie chodzi mi o mnie. Ja zrobiłam to, co chciałam i tak, jak chciałam. Żal mi tych wszystkich, którym dzisiaj poświęciliśmy w naszym małym gronie swój czas, swoja modlitwę, swoją zadumę. Żal mi, bo przecież wystarczy tak niewiele.
Ale ten żal jest zupełnie inny, niż był rok temu. Wtedy czułam się zawiedziona osobiście. W tym roku nie miałam już złudzeń.
Mimo wszystko nadal mam nadzieję, nadal wierzę, że warto, i nadal będę robiła to co robię.
A fakt, ilu nas oglądało, wskazuje na to, że ma to sens.
Jednak wiem, że w Poznaniu jest nas dużo…
Tak, jak podczas dzisiejszego nabożeństwa, także teraz łączę się w modlitwie z rodzinami ofiar i z rodziną Driscoll z Detroit, która walczy teraz o życie po brutalnym ataku i kilku postrzałach.
Czy to głos wyrzutu?
Odpowiedz sobie sam, drogi czytelniku…

(wszystkie zdjęcia w tekście Paulina D.)

Tak długo czekałam…

 

134_temida

W kwietniu 2015 roku umówiłam się na pierwszą wizytę u seksuologa. Pamiętam jak dziś ten dzień, gdy poszłam na wizytę do pani Pauliny. Bardzo mnie ujęła swoim podejściem do mojej osoby. Spędziłam u Niej ponad rok. Podczas naszych spotkań nie raz rozmawiałyśmy o tym, jak będzie wyglądał proces, ale przede wszystkim, próbowałyśmy sobie odpowiedzieć, co się zmieni, gdy proces dostosowania dobiegnie końca.

Od tamtego czasu wydarzyło się tak wiele. Pochowałam ojca, sprzedałam mieszkanie w Chodzieży, co wiązało się z opuszczeniem mojego rodzinnego miasta na stałe. Zaczęłam życie w Poznaniu. Zaczęłam działać aktywistycznie, zaczęłam robić coraz więcej rzeczy, które kocham.

W sierpniu 2016 roku złożyłam pozew sądowy. Miałam wtedy nadzieję, że na jednej rozprawie się skończy. Tak się nie stało. W marcu tego roku była pierwsza rozprawa. Potem byłam u biegłego. Nawet nie żałuję, bo uzyskałam potwierdzenie, że sposób, jaki preferuję i propaguję, ma swoje mocne strony. Oczywiście, są tacy, którzy uważają, że nie mam racji, że wcale nie musiało wyglądać tak, jak wyglądało. Nie ważne. Dla mnie ta droga była skuteczna i ważna. Przeszłam ją i wiem doskonale, ile mi dała, jak mi pomogła i jak dzięki temu przygotowałam się do życia, jakie obecnie prowadzę. Obecnie w ramach mojej Fundacji wdrażam usługę kompleksowego wsparcia osób transseksualnych, właśnie bazując na tym wzorcu, jakiego sama doświadczyłam. Już niedługo zacznę opracowywać praktyczny poradnik o tym, jak ten proces może wyglądać, jakie decyzje stawia przed osobą, która z niego skorzysta. Piszę – niedługo, bo wreszcie przyszedł ten moment, gdy moja długa droga, która świadomie zaczęła się jesienią 2011 roku, dobiega do swojego kulminacyjnego momentu.

Jutro jadę do Piły, do sądu, na drugą, i mam nadzieję, że ostatnią, rozprawę.

Kiedyś bardzo dawno gdzieś tam napisałam, że chciałabym kiedyś usłyszeć wyrok, który wcale wyrokiem nie jest. I jutro być może ten wyrok usłyszę.

Coś, co już praktycznie dawno odeszło, jutro być może odejdzie ostatecznie i na zawsze.

Także kiedyś, bardzo dawno napisałam, że żaden kawałek plastiku nie będzie decydował o tym, kim jestem. Tak, nadal tak uważam, ale równie silnie jestem przekonana, że ten kawałek plastiku jest ważny i cieszę się, że wreszcie, po tylu latach, będzie wskazywała na to, kim jestem, a nie to, kim według innych byłam. Tak, byłam, bo w tym przynajmniej nic się nie zmieniło. Nawet, gdyby w jakiś niepojęty sposób okazało się, że jednak tego „wyroku” nie usłyszę, nic to nie zmieni w moim życiu. Ale mam nadzieję, że to tylko czarny scenariusz, który się nie wydarzy.

Już raz narodziłam się na nowo. 16 czerwca 2016 roku na stole operacyjnym.

Jestem przekonana, i głęboko w to wierzę, że do tamtej daty dojdzie kolejna – 6 listopada 2017 roku. Dzień, gdy ostetecznie zamknie się pewien długi etap mojego życia…

 

 

Literka „T”

Małymi krokami, ale stale i konsekwentnie udaje mi się od pewnego czasu wprowadzać temat transpłciowości w coraz to nowe obszary.

W ostatni wtorek byłam we Wrocławiu na spotkaniu szkoleniowo-informacyjnym w sprawie Innowacji Społecznych, na którym poruszyłam temat osób trans, robiąc z nich główną grupę odbiorców, co zostało zaakceptowane przez grantodawców.

W dniu dzisiejszym odbyłam serię spotkań z potencjalnymi interesariuszami Innowacji i uzyskałam zapewnienie wsparcia w przypadku uzyskania grantu przez kilka podmiotów na terenie Poznania.

W ostatni piątek podpisałam umowę na kolejny Mały Grant*, tym razem już w całości poświęcony tematyce osób transpłciowych. W ramach tego grantu uruchomimy punkt interwencyjno-konsultacyjny dla osób trans doświadczających przemocy i dyskryminacji, a już dzisiaj prawniczka, której zaproponowałam udział w projekcie, wskazała jeszcze jeden ważny element, który nie został ujęty w opisie, a który prawdopodobnie wprowadzimy do projektu.

W niedzielę zostałam ustanowiona Akolitką w naszej Wspólnocie Reformowanych Katolików, będąc prawdopodobnie pierwszą trans kobietą ustanowioną do tej posługi.

Dzisiaj podczas mszy mogłam wreszcie w pełni pełnić posługę Ołtarza. Formacja do tej posługi, jak i posługi lektoratu, którą pełnię już od kilku tygodni, trwała kilka miesięcy i bardzo wpłynęła na mój rozwój duchowy.

Mam już zgodę na dalsze praktyki w Szpitalu Klinicznym, dzięki czemu nadal będę uczestniczyła w konsultacjach i diagnozach osób trans.

Powoli szykuję się już mentalnie na wizytę w sądzie 6 listopada.

Napisałam, myślę, że całkiem fajny, projekt poświęcony aktywizacji wolontariatu i wdrożeniu kursów pierwszej pomocy przedmedycznej. Już mam chętne osoby trans, które chciałyby w tym projekcie wziąć udział.

Zakończyłam kurs asystentów osób niepełnosprawnych, podczas którego tematyka trans była kilkakrotnie poruszana w rozmowach z innymi uczestnikami.

Opracowałam propozycję wsparcia dla Grup Inicjatywnych i  powstających oraz nowo powstałych NGS-ów, którą postaram się wdrożyć do końca tego miesiąca.

*projekt współfinansowany przez Miasto Poznań

Wreszcie !

Czekałam, czekałam, i wreszcie się doczekałam. Moje czarne klasyczne szpilki będą ponownie w użyciu w sytuacji, dla której ponad rok temu je kupiłam. Pierwsze przesłuchanie miałam 16 września zeszłego roku. Teraz, już niedługo, bo 6 listopada, będę ponownie w sądzie i tym razem mam nadzieję, że ostatni raz.

Gdy usłyszałam na poczcie, że jest list sądowy, od razu wiedziałam, co to oznacza. zaraz po odebraniu otworzyłam i powiedziałam paniom w okienkach na naszej osiedlowej poczcie, że wreszcie będę mogła przestać odbierać pocztę zaadresowaną na imię Krzysztof. Stało się to okazją, by chwilę porozmawiać o tym, jak skomplikowany i długotrwały jest proces korekty płci. Chociaż z paniami na tej poczcie nigdy nie miałam problemów, a dzisiaj była sytuacja wręcz zabawna, bo był list z sądu na imię Krzysztof i paczka na imię Anna. gdy powiedziałam, że oba są do mnie, nie było żadnego problemu, a ja skorzystałam z okazji, by wyrazić radość, że już niedługo nie będę musiała podpisywać się męskim imieniem.

Oczywiście, ciekawa jestem, jak będzie wyglądał przebieg tej rozprawy, na której ja będę w roli głównej. Wszystko to wskazuje na to, że musiałabym spróbować znaleźć czas, by zając się składem kolejnej książki. Trochę zaczynam gonić w piętkę, bo nie mam czasu zrobić wszystko, co chciałabym zrobić. Ale zdecydowanie wolę tak. Tym bardziej, że w sprawie książki poczyniłam pewne kroki, które być może pozwolą mi ją wydać w trochę innej formie, niż planowałam. A to pozwoli mi w międzyczasie zająć się inną pozycją, czyli książką „Moja droga do Boga”, którą zaczęłam pisać, ale na razie musiałam ja odłożyć.

Po prostu dzieje się tyle, że muszę wybierać, czym się zajmować. Na szczęście wszystkie zobowiązania na razie jestem w stanie pogodzić, choć w związku z tym czeka mnie niedługo mały maraton. Ale także karma dobra wraca, bo wiele miesięcy wytężonej pracy oraz budowania relacji i kontaktów, zaczyna teraz procentować i przynosić efekty.

Już wiem, że mogę rozpocząć tworzyć listę podmiotów, które realnie wspierają naszą fundację:

LOGO_POZnan_RGB_JPEGKPH małe

 

Pierwszy projekt jest już w trakcie realizacji tutaj, w sprawie drugiego umowa jest już w drodze do podpisu, trzeci czeka na przejście przez odpowiednie wydziały.

Tymczasem ja czekam na pewne decyzje i jestem w trakcie realizacji przedsięwzięć, które, mam nadzieję, dodadzą kolejne logotypy do listy powyżej.

Jednak teraz, co chyba zrozumiałe, myślami jestem przy dniu 6 października i sali rozpraw pilskiego sądu. Przypominam sobie teraz słowa, które napisałam kilka lat temu, gdy pisałam o swoim rozwodzie. Wtedy nawet nie planowałam, że pójdę tą drogą, ale jakiś wewnętrzny głos kazał mi wtedy napisać, że ciesze się z tamtego wyroku, ale jeszcze bardziej chciałabym usłyszeć inny wyrok, a właściwie, wcale nie wyrok, bo to nie jest wyrok lecz zupełnie coś przeciwnego. Od rozwodu minęło prawie 5 lat, aż musiałam policzyć na palcach, bo uwierzyć nie mogłam, że to już tyle lat. Przeszłam od tego momentu długą drogę, i teraz właśnie zbliżam się do finału i do początku kompletnie nowego rozdziału w moim życiu…

Pierwszy sukces

Gdy zakładałam fundację słyszałam z każdej strony, że na wsparcie osób ze środowiska LGBTQIA pieniądze dostanę…za trzy lata, i to będzie wielki sukces. Sama zrobiłam rozpoznanie, i doszłam do podobnego wniosku. Wtedy postanowiłam poszerzyć działania fundacji. Wywołało to małą wojnę. Rozeszły się drogi z pewnymi osobami, na innych się zawiodłam, ale przekonałam się też, na kogo mogę liczyć. Odbyłam szereg szkoleń. Przeprowadziłam wiele rozmów. Moja idea generalnie bardzo się podobała. Jednak moja chęć pomagania osobom niepełnosprawnym jednak trafiała na miękki mur oporu. Podobnie było w przypadku seniorów. Jednak, przy okazji poruszania tematu wsparcia dla osób z niepełnosprawnością czy też seniorom, zawsze poruszałam temat osób transpłciowych. I okazywało się, że temat spotykał się ze zrozumieniem.

21016131_1079381605526292_1645269105224099048_o

Minęło kilka miesięcy bardzo intensywnej pracy i na stronie fundacji rozwinięty jest jako jedyny! dział „Trans-Akcja”, czyli wsparcie dla osób transpłciowych i innych osób ze środowiska LGBTQIA. A pod koniec sierpnia podpisałam pierwszą umowę z miastem Poznań na dofinansowanie projektu utworzenia grup wsparcia dla nieheteronormatywnych osób z problemami uzależnienia od alkoholu.

Obecnie czekam na decyzje w sprawie jeszcze dwóch dotacji i złożyłam kolejny wniosek, w którym poruszyłam temat osób transpłciowych. Nie wiem jeszcze, jakie będą wyniki, ale już sam fakt, że tak pozytywne reakcje spotykałam w temacie, z jakim przychodziłam, bardzo mnie zaskoczył, i praktycznie spowodował, że mimo początkowym obawom, coraz bardziej jestem skupiona w działaniach mojej fundacji na tym temacie, który mi przyświecał, gdy myślałam o jej powołaniu.

A tymczasem zdobyte doświadczenie mogę obecnie wykorzystać dla naszej Wspólnoty Reformowanych Katolików, gdyż postanowiliśmy założyć stowarzyszenie, a ja mogłam zaoferować przygotowanie całej dokumentacji. I z radością mogę stwierdzić, że podołałam. Dziś mieliśmy spotkanie założycielskie. Przygotowałam i przedstawiłam cały komplet dokumentów wraz ze statutem. Zostałam też powołana do Komitetu Założycielskiego i Zarządu Stowarzyszenia Reformowanych Katolików. Już wiem, że te dwie organizacje pozarządowe i wszystko to, co dzieje się wokół nich będzie tym, czym zamierzam zajmować się do końca życia. Co niezwykłe, mam wielką szansę poświęcić się w całości działaniom, które dają mi satysfakcję i pozwolą zarabiać na życie.

Zauważyłam też, że przyszedł już ten czas, gdy muszę zaczynać wybierać, czym mam się zajmować, bo propozycji jest więcej niż mocy przerobowych. Jeszcze nie czuję bezpieczeństwa finansowego, ale widzę już coraz jaśniejsze światło w tunelu i wizja, że będę musiała iść pracować gdzieś na etat, jeszcze tak niedawno całkiem realna, oddala się coraz bardziej. Jestem szczęśliwa, że wytrwałam, bo nie było łatwo. I nie udało by się to, gdyby nie bezcenna pomoc Krysi, Kingi i Moniki. Oraz bezcenne wsparcie w rozwoju siebie samej w naszej Wspólnocie. Bardzo mi też pomogła przetrwać ten trudny okres nasza grupa wsparcia, która mimo silnych zawirowań nie tylko nie upadła, ale przetrwała, a teraz, jak pozyskałam do współprowadzenia Zosię, która okazała się bezcennym nabytkiem, chwyta ponownie wiatr w żagle i mam nadzieję, że będzie dalej się rozwijała.

Gdy tak teraz sobie próbuję podsumować to, co się wydarzyło przez te kilka miesięcy, mogę czuć satysfakcję: Fundacja Akceptacja; Ewa i zbliżająca się do końca diagnoza Jasia; Zosia i Jej wejście w grupę; Honorata i projekt dla uzależnionych; dwie innowacje w temacie wsparcia dla osób trans na rynku pracy, Małe Granty na rzecz środowiska LGBTQIA; członkostwo, lektorat i akolitat we Wspólnocie Reformowanych Katolików; Stowarzyszenie Reformowanych Katolików; konkurs na lokal dla NGO; samodzielne zrobienie strony fundacji; poznanie skutecznych zasad pisania wniosków o dotacje.

Coraz bardziej jest widoczne, że wcale nie jest tak, że nie umiem dogadywać się z ludźmi, że nie umiem współpracować, że nie umiem dyskutować. Umiem, ale na pewnych warunkach. I ostatnie parę miesięcy pokazało, że warto było być upartą i trzymać się swoich poglądów, bo to mi pozwoliło otworzyć się tam, gdzie było to cenne i gdzie zostało to docenione i uznane. Dzięki temu nie mam nawet powodu, by żałować tego, że pewne obszary są coraz dalej ode mnie. Że zamykają się kolejne drzwi. Nawet nie umiem już powiedzieć, że tracę, bo tak naprawdę zyskuję. Zyskuję coraz więcej bezcennych przestrzeni i przynajmniej nie mam dylematu, że muszę wybierać coś kosztem czegoś. Coraz bardziej widzę, że moje wybory i moje metody same to załatwiają. I robią to bardzo skutecznie. A teraz przed snem jeszcze trochę Władka, Rikissy, Kunona, Michała…potem listy Apostolskie, a potem spać.

PS. zapewne niedługo coś o tym napiszę, teraz chciałam tylko bardzo podziękować ponownie Ani Kłonkowskiej za przesyłkę, dzięki której mogłam tak bardzo poszerzyć swoją wiedzę i poddać analizie swoje poglądy na siebie i zrozumieć lepiej, dlaczego rządzą mną takie a nie inne mechanizmy, które w ciągu ostatniego roku nieźle namieszały mi w życiu. Ania Kłonkowska „Transpłciowość-Androgynia”,  Ula Kluczynska, Ania Kłonkowska i Wiktor Dynarski „Poza schematem”. Ja odrobiłam lekcję. Ciekawa jestem, jak jest po drugiej stronie księżyca…zapewne ciemno…

Sierpień

P1070296

To jak dotychczas najważniejszy miesiąc w roku w moim dotychczasowym życiu.

Urodziłam się w nim, wzięłam ślub. W tym miesiącu począł się mój syn. Moja siostra ma w nim imieniny. W sierpniu złożyłam pozew w sądzie o prawną korektę płci. Ostatniego dnia tego miesiąca odebrałam klucze do mego obecnego mieszkania. W sierpniu urodził się mój ojciec, który wywarł bardzo silny wpływ na to, kim jestem.

Czekam na klika ważnych decyzji, które zapadną w tym miesiącu. W pierwszych dniach sierpnia dostałam opinię biegłego, która ostatecznie otwiera mi drogę do prawnej korekty płci. Decyzję, która w pełni potwierdza to, kim jestem.

W sierpniu wiele lat temu byłam na jedynej w moim życiu pielgrzymce na Jasną Górę, gdzie w dniu 15 sierpnia świętowaliśmy Zaśnięcie Bogarodzicy. I w sierpniu wzięłam udział w bardzo ważnych dla mnie Rekolekcjach, które kończyły się właśnie 15 sierpnia. Zarówno wtedy, podczas Pielgrzymki, jak i teraz, podczas Rekolekcji, temat Matki Boskiej, tego, co zrobiła, jak zrobiła, co to dla nas znaczy, jakim wzorem jest dla nas, był bardzo mocno obecny. I jakże różny. Tylko, czy dziś, gdybym wymazała całą przeszłość, widziałabym te ważne zagadnienia w takim świetle, w jakim je dzisiaj widzę?

Właśnie, ten miesiąc, te różne, z zupełnie innych bajek, wydarzenia, uzmysłowiły mi, jak ważne jest continuum. Właśnie teraz, gdy zaczęłam pracę nad kolejną książką, z niezwykłą siłą uderzyło mnie, jak wiele czynników zebrało się w tej przestrzeni czasowej jednego miesiąca. Splot tylu wydarzeń z różnych okresów mego życia splata się w to, kim dziś jestem. I doskonale sobie ponownie uzmysłowiłam, jak ważne jest czerpanie z siebie. Rozumiem te osoby ts, które chcą odciąć się od tego, co było. Rozumiem i  nie zamierzam nikomu mówić, że robi dobrze lub źle. Jednak chcę powiedzieć, że dla mnie to niezwykle ważne móc korzystać i czerpać z tego, co było wtedy, do tego, by być tym, kim jestem teraz.

Dawno już pogodziłam się z tym, że nie mam nawet szans na odcięcie się od przeszłości. Ale, od momentu, gdy to zrozumiałam i zaakceptowałam, nigdy tego nie żałowałam. I właśnie ten miesiąc mi to szczególnie mocno uzmysławia. Zapewne  dodam w nim jeszcze kolejne ważne wydarzenia, bo czuję, że jest on tym okresem, w którym dzieją się w moim życiu ważne sprawy.

Zwłaszcza podczas Konferencji podczas Rekolekcji i jednej z ostatnich długich nocnych rozmów z przyjaciółką zrozumiałam, jak silnie we mnie tkwi to, co przeżyłam i że próba odcięcia się od tego pozbawiłaby mnie wręcz spójności. Pozbawiłaby mnie sporej części tego, kim jestem, tego, z czego się składam. Nie wiem, czy to, co wtedy by wypełniło te puste miejsca, byłoby czyś, co by mi pomogło. Nie jestem o tym przekonana, trywializując, wydaje mi się, że byłaby to swoista forma zamiecenia sporej części mojego życia pod dywan. Na szczęście nie muszę się nad tym zastanawiać, gdyż dla mnie to co było, jest równie ważne jak to, co jest.

Podczas ostatnich paru dni miałam okazję ponownie zmierzyć się z przeszłością, z tym, jak ona mnie ukształtowała i jak cały czas wpływa na mnie dzisiaj. Dzięki temu, że mam do niej taki stosunek jaki mam, mogłam spróbować odnieść to, co obecnie się dzieje, jak reaguję na pewne sprawy, do tego, co było, co zostało zamiecione po dywan, co gdzieś tam w środku tkwi i niekiedy wychodzi. Ale przekonałam się też, ze gdybym się odcięła, zapewne dzisiaj miałabym o wiele większe problemy z tym, by sobie radzić z różnymi skłonnościami, nawykami. Trudniej byłoby mi zrozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej i zapewne zwłaszcza konferencja podczas Rekolekcji nie otworzyłaby we mnie tylu zamkniętych drzwi.

Obecnie zaczynam pisać książkę „Moja droga do Boga”, w czasie pisania której na pewno uda mi się otworzyć kolejne, długo zamknięte drzwi…

P1070294

Trans kobieta na plaży

P1020701

Gdy dwa lata temu kupiłam kostium kąpielowy przystosowany do używania protez, pierwszy raz mogłam jako kobieta pojawić się na plaży. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie, ale szybko skupiłam się na tym, co mi sprawiało radość, co odkryłam, czyli kajak, rower wodny i marina Wioli. Przez to bardzo mało miałam możliwości konfrontowania siebie w takim wydaniu z innymi plażowiczami. Już wtedy jednak pojawiły się marzenia, żeby w takiej formie pojawić się na plaży, na morskiej plaży. fakt posiadania kostiumu jednoczęściowego, w dodatku z protezami, powodował, że zdawałam sobie sprawę, z niewygody i niepraktyczności tego rozwiązania w przypadku jednodniowego wypadu pociągiem nad morze. Wtedy odpuściłam. Minęły dwa lata. Wiosną tego roku zrezygnowałam ostatecznie z noszenia protez.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pod koniec lipca pojawiłam się z przyjaciółkami nad Bałtykiem. Nie miałam ze sobą kostiumu, mimo, że ten jednoczęściowy nadal posiadam, jednak nie zabrałam go. Jednak magnes był zbyt silny. Na szczęście przewidująco miałam mini spódniczkę a mój stanik jest gładki. I tak właśnie zadebiutowałam jako kobieta na nadmorskiej plaży. Kolejne z marzeń zostało zrealizowane. Upajałam się tą chwilą. Wygoda samego stanika, na moim własnym, co prawda niewielkim, ale jednak naturalnym biuście, bardzo mi pomogła w tym swoistym coming-oucie.

P1070101Gdy okazało się, że za tydzień będę ponownie nad morzem, poszłam na polowanie do lumpeksu. Polowanie zakończyło się sukcesem i za niewielką opłatą stałam się posiadaczką dwuczęściowego kostiumu i spódniczki plażowej. Tak wyposażona pojawiłam się ponownie nad Bałtykiem. Jednak tak naprawdę całkowicie poczułam ta wolność, gdy w poniedziałek pojechałam sama na plażę. najpierw, w samym staniku, poszłam oglądać bunkry. Potem przeszłam kilka kilometrów plażą, kąpałam się, cały czas byłam sama, i w kostiumie. I ponownie przekonałam się, że nie miałam się czego bać. I tak naprawdę, wcale się nie bałam. Zauważyłam, że dla większości plażowiczów byłam po prostu jedną z wielu na plaży. natomiast w przypadku bezpośrednich konfrontacji częściej spotykałam się z oznakami sympatii, było też sporo, jak ja to nazywam „znaków zapytania”, bardzo niewiele było reakcji negatywnych, i to raczej tylko w odbiorze, bo nie spotkałam się ani razu z wyraźnym objawem dezaprobaty czy ataków słownych. Ciągle, zwłaszcza przy takich okazjach, mam z tyłu głowy stwierdzenia polityków wszelkiej maści, że nasze społeczeństwo nie jest na nas gotowe. To nie społeczeństwo nie jest na nas gotowe, tylko politycy maja nas…w głębokim poważaniu. Podczas tych dwóch pobytów w Słupsku, Ustce, Darłowie i Darłówku, czy to sama, czy to w towarzystwie Krysi, czy też Moniki i Kingi, czy wreszcie całą czwórką, przekonałam się bardzo mocno, że społeczeństwo jest nie tylko na nas gotowe, ale ma nas po prostu…Byleśmy sobie tylko po stopach nie deptali na plaży, to możemy ze sobą zupełnie normalnie koegzystować.

P1070011

Czekanie, czekanie, czekanie…

Coraz bardziej się obawiam, że na kolejne urodziny jeszcze nie będę miała procesu za sobą. W połowie kwietnia byłam u biegłego, teraz mamy koniec czerwca, i nadal nic.

Ostatni czas przyniósł sporo zawirowań. Spojrzałam też inaczej na proces tranzycji, jaki przeszłam. Obecnie biorę udział w diagnozie młodego trans chłopaka przygotowywanej pod kontem pozwu. Mam przed sobą do rozwiązania pewien dylemat dotyczący innej osoby trans. Musiałam zrewidować pewne swoje poglądy w zderzeniu z rzeczywistością. Jeszcze niedawno pisałam, że byłabym bardzo ostrożna przed podpisaniem zgody na medyczna i prawną korektę, gdyby to ode mnie miało zależeć. Teraz, po lekturze paru nowych pozycji w mojej biblioteczce i rozmowach na te tematy, jestem skłonna spojrzeć na to inaczej. Przede wszystkim widzę jednak coraz bardziej wyraźnie, że cały system diagnostyczny jest bardzo represyjny w stosunku do nas, osób, którym ma pomóc. Zaczynam dostrzegać coraz wyraźniej, że nie jesteśmy podmiotem, tylko…

Ok, nie mam nic przeciwko, żeby dostać wszelką dostępną pomoc, by upewnić się, by ukierunkować nasze poszukiwanie siebie, ale udowadniać to? Udowadniać, że jestem kobietą albo mężczyzną? Czy ktokolwiek poza nami, osobami transpłciowymi, musi udowadniać całemu światu to, kim jest? I jeszcze, żeby móc to udowodnić, musi na to czekać miesiące, a nawet lata?

Coraz mniej mnie dziwi to, że jest tak nas mało w przestrzeni publicznej. Wcale się nie dziwię, im więcej czasu spędzam w tym temacie, że tak wielu z nas chce o tym jak najszybciej zapomnieć. Sama niekiedy bym chciała. Nawet zdarza mi się o tym zapominać, ale życie, w postaci „kwiatu prawdziwych” Polaków (choć powinnam w tym wypadku napisać to słowo z małej litery, a nawet w indeksie dolnym), brutalnie mi o tym przypomina. Jak stało się to dwa ostatnie dni z rzędu. Wyzwiska i chamskie odzywki. Dzisiaj zastanawiałam się, czy iść z moim pistoletem tą samą drogą, czy zmienić trasę. W końcu wybrałam drugą opcję, ale w wyobraźni coraz częściej widzę ten pistolet w mojej dłoni i boję się siebie w tej wizji.

Dobrze, że mam teraz silne wsparcie duchowe, jakie odnajduję w wierze. Ale nie ukrywam, że szlak mnie trafia, że muszę zmieniać drogę do domu. Mam nadzieję, że mimo wszystko, zawsze do domu wrócę…

Mam nadzieję, że obecne władze, które cały czas nakręcają spiralę nienawiści, wreszcie się opamiętają, albo zdmuchnie ich wiatr zmian. To, co obecnie dzieje się w sprawie środowisk LGBTQIA, uchodźców, obcokrajowców, Muzułmanów każe mi być coraz bardziej wyczuloną na to, co się dzieje dookoła mnie.

Widzę w tym wszystkim też coś pozytywnego, jak zresztą zawsze staram się dostrzegać pozytywy w najtrudniejszych sytuacjach. Jestem bardziej wyczulona, empatyczna, otwarta. Zaczynam wręcz szukać kontaktu, chcę mówić o tym, co złe, chcę dawać świadectwo. I uczę się dostrzegać to, czego wcześniej nie widziałam.

Wracając do początku tego wpisu, zostały dwa miesiące. Czy 30 sierpnia będę świętowała nowe urodziny?

Boże Ciało

Spędzam z Bogiem coraz więcej czasu. I coraz bardziej czuję, że to jest to, co chcę w swoim dalszym życiu pielęgnować i rozwijać.

Nie ukrywam, że ma na to wpływ także to, co spotyka mnie ostatnio. Z jednej strony kolejne osoby ode mnie odchodzą. Spotykam się z pretensjami, zarzutami, obarczana jestem winą za to, że ktoś ode mnie odchodzi, że się zawiódł…

A z drugiej strony spotykam nowych ludzi, którym to,co i jak robię, nie przeszkadza. Wręcz śmiem twierdzić, że jest odwrotnie. Jednak wszystko to powoduje, że jestem coraz dalej od tych obszarów, z którymi tak mocno się identyfikowałam, i z myślą o dobru których zaczynałam swoje aktywistyczne działania. A tym czasem słyszę nawet, że moja radość z tego, ze mogę komuś realnie pomóc jest odbierana przez niektórych jako robienie głośnego szumu wokół siebie. Nie ukrywam, że boli mnie, gdy w kogoś inwestuję swoją energię, uczucia, czas i nagle zostaje to podeptane. Mimo, że nie robię wyrzutów, że staram się, żeby to na mnie nie wpływało za bardzo, coś za każdym razem we mnie umiera, coś gaśnie, coś odchodzi, by już nie wrócić. I nie wiem, jak bym sobie z tym radziła, gdyby nie moja Wiara, gdyby nie Jezus, któremu coraz więcej daję ze swojego życia, bo wiem, że kto jak kto, ale On mnie nie odtrąci, nie zostawi, nie wykorzysta.

Widzę już konkretne zmiany. Moje poglądy się radykalizują. Czytam coraz więcej literatury, rosną moje oczekiwania względem mnie samej. Widzę, jak to, co obecnie zaczynam robić wpisuje się w to, czego Bóg od nas oczekuje. Myślałam, że zamknęłam już pewien rozdział, a tu nagle ponownie wróciłam do tego, co tak bardzo mi pomagało w czasie, gdy odkrywałam siebie. Dałam coś, daję i dostaję.

Dzisiaj jest Boże Ciało. Do tej pory nie traktowałam tego święta zbyt poważnie. Oczywiście, chodziłam przed laty w procesjach, ale co to było za wyznanie wiary, gdy szło się w tłumie w czasach, gdy i tak co niedziela byłam w kościele.

Dzisiaj sporo myślałam, czym dla mnie obecnie staje się ten dzień, zwłaszcza w kontekście rozmowy jaką odbyłam dzień prędzej. Rozmowy, z której dowiedziałam się, że znowu ktoś ma pretensje, dlaczego? Bo nie skomentowałam, jak dostałam nagle odpowiedź, że mimo innych ustaleń, ktoś rezygnuje. Nie wiem, czy w ogóle by mnie powiadomił, gdybym nie zapytała. Co miałam odpowiedzieć, podziękować? za to, że znowu przez kogoś zostałam wydywana? Nic nie odpisałam i potem usłyszałam, że się obraziłam, że jestem przewrażliwiona. Gdy Tomek powiedział, że na procesję mam iść w albie, zdrętwiałam. Co innego pisać, pokazać na zdjęciach, rozmawiać…

Co innego natomiast pokazać w taki sposób. Zrobić takie wyznanie wiary. Najpierw jednak była Msza Św. i nasze dzielenie po Homilii. Boże Ciało. Czym jest dla mnie? Jak Je rozumiem? Kiedyś nie rozumiałam a teraz nawet przez moment zastanawiałam się, dlaczego akurat tak, dlaczego chleb i wino ma być Ciałem i Krwią Chrystusa. Dlaczego akurat ciało i krew? I wtedy pojawiły się w mojej głowie słowa Chrystusa wypowiedziane do uczniów w Wieczerniku: „To czyńcie na moją pamiątkę.” Czegóż chcieć więcej. Skoro Chrystus pokazał nam, jak mamy Go wspominać, to robię to i nie próbuję zrozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej. I myśl ta była tak jasna, prosta, mocna, że od razu do mnie przemówiła. A skoro Chrystus chciał, by w szczególny sposób wspominać jego ofiarę, to skoro mam święto poświęcone wspomnieniu Jego Ciała, to moim obowiązkiem jest je wspominać i robić to tak, jak Chrystus ofiarował swoje Ciało za nas. Publicznie na krzyżu. Więc ja miałbym się krygować przed wyjściem w albie i z kadzidłem w procesji? Przecież bardzo tego pragnę, chcę, by moja wiara, wiara kobiety transseksualnej, była jawna, tak, jak jawne było wszystko to, co robił Chrystus będąc tu, na ziemi.

Jak się czułam? Spokojnie i dostojnie. Widok Monstrancji, którą kilkakrotnie wraz z Arturem okadzaliśmy, a zwłaszcza Hostia z wytłoczonym na Niej krzyżem, wzruszał mnie. Podczas dzisiejszego dzielenia Tomek opowiadał też o historii wprowadzenia Monstrancji, dlaczego i po co się pojawiła. Ja należę właśnie do tego gatunku wierzących, dla których wprowadzono Monstrancję, dla których tak ważna jest adoracja, celebracja.

Praktycznie już moje życie podporządkowuję obcowaniu z Chrystusem. Bardzo mnie dziś uderzyły słowa Tomka, że wychodząc z Eucharystii, mamy w sobie w szczególny sposób Boga i niesiemy go ze sobą w świat. Staram się wiedzieć i rozumieć coraz więcej. Czytam, słucham, dyskutuję, modlę się. Szukam odpowiedzi, próbuję zrozumieć, co dzieje się obecnie w moim życiu i zrozumieć, czego pragnę, czego oczekuję.

Dzisiejszy dzień to kolejny ważny etap na mojej obecnej drodze. Także dlatego, że mam coraz więcej siły i spokoju. Takie wejście w tłum, jak sobie funduję już od dłuższego czasu, jeszcze jakiś czas temu, wcale nie tak odległy, powodowałoby mimo wszystko wiele stresu. A dzisiaj nic. I zupełnie tak samo było podczas naszej dzisiejszej procesji. Nie czułam, że robię coś niestosownego.

Kiedyś napisałam, że nasza mała kaplica daje taką niezwykłą intymność w relacjach z Bogiem. I za każdym razem, gdy w niej jestem, czuję to. Tęsknię do jej widoku, nastroju w niej panującego. Pięknych strojeń. Wsiąkłam w Nią po uszy i cieszę się, że pojawiła się w moim życiu właśnie teraz. Gdyż nie boję się powiedzieć, że ona mnie ratuje.

Idę spać. Jutro rano msza. Potem DPS. Potem grupa wsparcia. I wieczorem prace nad projektem.

Kolejny ciekawy dzień, podczas którego znowu zrobię coś, dzięki czemu ponownie będę miała świadomość dobrze wypełnionego obowiązku. Obowiązku Chrześcijanki…

Oddaję Bogu…

Od dwóch dni byłam bardzo wzburzona sytuacją, jaka się wydarzyła. Boli mnie ta skala perfidii i nienawiści, jakiej doświadczyłam. Zabolała mnie obojętność tak wielu, na któtych jakąkolwiek reakcję liczyłam.

Wczoraj zadzwoniła do mnie Ania. Rozmawiałyśmy i zasiała mi w duszy ziarno, które zaczęło kiełkować. „Oddaj Bogu, panu Jezusowi to, co Cię boli. Pomyśl, że dzieje się to dlatego, byś inaczej być może spojrzała na to, co dzieje się w Twoim życiu.”

Rozumiałam co do mnie mówi, bo w ostatnim czasie temat wybaczenia, prawdziwego, a nie na pokaz, zmiany priorytetów, zmiany postrzegania tego, co się dzieje wokół mnie, pytanie o sens pewnych kontaktów, pojawiały się często. Wiele z tego, co słyszałam, co sama zaczynałam mówić, padało na podatny grunt w mojej duszy.

Dziś poszłam na mszę. Wspominaliśmy męczennika Św. Floriana. Podczas medytacji po mszy nagle gdzieś w oddali zagrała trąbka. Przeniosłam się w czasie na pogrzeb mojego ojca, gdzie głos trąbki był zaskoczeniem, gdyż był niespodziewanym prezentem. Nawet nie przypuszczałam, że ten dźwięk tak wrył mi się w pamięć i wywoła dziś takie skojarzenia. Po co truć sobie życie? Po to, by na końcu stwierdzić, że to było totalnie bezsensowne?

Podczas Homilii nagle poczułam to, bardzo wyraźnie. Spłynął na mnie spokój. Nagle uzmysłowiłam sobie, że nie ma we mnie gniewu, nie ma chęci odwetu. Mogłam powiedzieć zupełnie szczerze Karolino Lemur Niedźwiecka wybaczam Ci. Wybaczam Tobie i wszystkim pozostałym osobom zaangażowanym w tą nagonkę na moją osobę. Wiem, że prawda zwycięży, a skoro Bóg mnie tak doświadcza, robi to po to, bym stała się jeszcze lepsza, poprzez doświadczanie uczę się pokory i zaczynam coraz lepiej rozumieć, jaki świat mnie otacza i jakie miejsce w tym świecie jest dla mnie przeznaczone.

Ania mi opowiadała, co przeżyła ponad 4 lata temu, gdy zawierzyła Bogu. Ja teraz przeżywam to samo co wtedy Ona. W wielu kwestiach dotyczących wiary różnimy się, ale powiedziała, że upomni mnie, bo uważa, że tak powinna zrobić, ale pozostawia mi prawo wyboru. Już niedługo spotkamy się. Widziałyśmy się ostatni raz kilka lat temu, obie wtedy byłyśmy w kompletnie innych światach. Ale nie obawiam się naszego spotkania. Bo Ania jest tą, która nauczyła mnie słuchać. I jest jedną z nielicznych, a przez długi czas jedyną, której słuchałam, której rady nawet, jak nie stosowałam, analizowałam i zawsze sobie ceniłam.

Dzisiaj podczas mszy poczułam tak mocno, że mam to wszystko złożyć na ręce pana Jezusa, że po prostu to zrobiłam i od razu poczułam spokój.

Procedury, które uruchomiłam, pozostaną uruchomione, bo nadal uważam, że powinnam to zrobić. Gdyby oszczerstwa dotyczyły tylko mojej osoby, w tej chwili bym odpuściła, wierząc, że moje postępowanie i to, kim jestem, obroni się samo. Biorąc jednak pod uwagę, że cała ta sytuacja wpływa pośrednio na osoby, które mi zaufały, i za które czuję się odpowiedzialna oraz może negatywnie wpłynąć na działalność mojej Fundacji, która została założona, by zgodnie z celami statutowymi przeciwdziałać wykluczeniom, będę kontynuowała rozpoczęte działania. Jednak na pewno nie przerodzą się one w formę zemsty na żadnej z osób zaangażowanych w szkalowanie mojej osoby.

Zaufałam Bogu i tego zamierzam nadal się trzymać. Zapewne poskutkuje to także innym doświadczeniem Ani, radykalnym przebudowaniem grona znajomych, co zresztą już się dzieje. Jednak jeszcze nie dojrzałam do tego momentu, by wprowadzić to w życie, choć ten moment jest coraz bliżej. I nie chodzi o to, że ktoś mi wyrządził krzywdę. po prostu zaczynam dostrzegać, jakie kontakty, jacy ludzie są mi bliscy, a jacy już nie.