Odpis

I ponownie wiem coś nowego.

Okazało się, że w moim odpisie był błąd. Numer aktu urodzenia miał zdublowaną jedną cyfrę. Typowy błąd techniczny. Jednak przez to nie można było w USC uruchomić procedury zmiany numeru PESEL. Informacja poszła do sądu, a gdy kilka dni później zadzwoniłam, dowiedziałam się, że akta poszły do sędziego, który musi stwierdzić, po kogo stronie jest wina zaistnienia błędu, czy po stronie USC, czy sądu. Prosty błąd techniczny. jednak w końcu sprawa ta została rozwiązana i 22 stycznia dostałam decyzję, że błąd został skorygowany. Przy okazji dowiedziałam się kolejnej nowości. odwoływałam się od decyzji wzywającej do zapłaty za biegłego. Generalnie ta możliwość sprzeciwu, z którego korzystałam, jest przeznaczona dla tych, którzy przegrali, a ja przecież swoją sprawę wygrałam, ale warto było spróbować. I tutaj okazało się, że przegapiłam termin. Ustawowo jest 7 dni, ale nie od dostarczenia, ale od dnia ogłoszenia. I nie ma znaczenia, czy się na ogłoszeniu jest, czy się zna sentencję wyroku. od dnia ogłoszenia mamy 7 dni na sprzeciw. jest to na pewno ważna informacja dla tych, którzy w procesach o korektę płci, będą zmuszeni z jakiejkolwiek przyczyny wnosić sprzeciw lub apelację. Nie można czekać, aż się dostanie odpis tylko liczy się od dnia ogłoszenia.

Tak, jak wspominałam, to akurat nie jest duży problem w moim przypadku, bo korzystałam tutaj z pewnej możliwości, która i tak miała małe szanse. Teraz czekam na wezwanie do zapłaty i wtedy wystąpię o umorzenie, czyli zrobię dokładnie to, co sugerował sędzia podczas odczytania wyroku.

Tymczasem, podczas moich wizyt w USC dowiedziałam się jeszcze o czymś. Byłam pewna, że ja po nadaniu PESELu od razu występuję o nowy dowód. Nie. Najpierw muszę wystąpić do USC o zmianę imienia i wcale nie wystarczy podać jako powód sam fakt zmiany oznaczenia płci. Mam uzasadnić szerzej, podać, że już pod tym imieniem funkcjonuję, mam wpisać, dlaczego akurat takie, nie tylko, ze w moim przypadku żeńskie. mam też uzasadnić, dlaczego Anna. I najgorsza wiadomość, jaką dostałam. Skoro mam obecnie jedno imię, to zmienić mogę jedno. Czyli mogę być Anną, bo byłam Krzysztofem. natomiast nie mogę być Anną Marią, skoro nie miałam dwóch imion w akcie urodzenia. Oczywiście mogę wystąpić o zmianę i dodanie, ale wszystko zależy od tego, jak to uzasadnię. Na pewno nie wystarczy powód sentymentalny, czyli chęć upamiętnienia mojej mamy. Dobrze, że się o tym dowiedziałam, gdyż przygotuję odpowiednią argumentację i mam nadzieję, że jednak dostanę dwa. I wydaje mi się, że dobrze będzie jechać do Chodzieży i tam złożyć wniosek o zmianę imienia. Ciekawa jestem, czy mi się uda. I jeszcze jedna wiedza przy tej okazji. Opłata za zmianę imienia – 37 zł.

Czyli czeka mnie jeszcze wniosek do USC o zmianę imienia (mam nadzieję, ze też dodanie drugiego) i wniosek o zmianę dowodu. Wtedy dopiero zakończy się proces korekty płci metrykalnej. Korekta płci biologicznej potrwa „trochę” dłużej, gdyż chcę poddać się jeszcze jednemu zabiegowi. Dopiero, jak będę miała go za sobą, proces się zakończy, gdyż sama kuracja hormonalna już obecnie w moim przypadku to bardziej po prostu kuracja, a nie korekta, chociaż oczywiście, cały czas wpływa także korygująco na moje ciało.

Czeka mnie jeszcze trochę transkrypcji. W książce o mojej tranzycji zamieszczę zapis całego mojego wystąpienia na drugiej rozprawie. Wystąpienia, w którym miałam sędziego przekonać, że jestem tym, kim jestem. Sama jestem ciekawa, jak wypadłam…Hmm, wystarczy tylko włączyć płytę. Właśnie sobie uzmysłowiłam, że jeszcze tego nie oglądałam. No to sobie obejrzę…

Jeszcze w tym roku…

Jak już pisałam, w związku z wizytą u ginekologa, zadzwoniłam do sądu i dowiedziałam się, że wyrok jest prawomocny.

 

 

 

 

 

 

W dniu 28 grudnia listonosz przyniósł przesyłkę z sądu. W niej były trzy płyty dvd z zapisem wszystkich rozpraw, jakie się odbyły na sali rozpraw pilskiego sądu oraz odpis wyroku z klauzulą uprawomocnienia.

Dzięki temu kończę ten rok mając już oficjalny dokument poświadczający to, że jestem kobietą. zaraz po nowym roku zadzwonię do USC i dowiem się, czy już mam nadany nowy PESEL.

I zaczynam edytować i opracowywać tekst książki poświęcony procesowi tranzycji. Długo czekała, ale się doczekała i tym akcentem zacznę Nowy Rok.

Prawomocny wyrok

W dniu, gdy miałam iść do ginekologa, postanowiłam zadzwonić do sądu, bo już wyrok powinien być prawomocny. Musiałam wiedzieć, jaki stan w systemie jest, żeby się czasem nie okazało, że już nie mam starego PESELu a nowego jeszcze nie mam.

Zadzwoniłam do sądu i w sekretariacie dowiedziałam się, że wyrok jest już prawomocny i odpis jest wysłany do mnie i…do USC. Okazało się, że mimo tego, co mi na odczytaniu wyroku powiedział sędzia, odpis został do USC przez sąd wysłany. czyli chyba można założyć, że jest to stała procedura w przypadku naszych pozwów.

Poszłam do USC i poprosiłam o sprawdzenie stanu faktycznego. Okazało się, że jeszcze nie ma adnotacji w akcie urodzenia, czyli mogłam spokojnie do lekarza iść.

W recepcji u ginekologa przedstawiłam sytuację, i okazało się, że wszystko gra. Jestem już prawnie kobietą, jak będzie trzeba, to dostarczę odpis wyroku, i mimo, że nadal mam męski PESEL, mogłam skorzystać z wizyty u ginekologa w ramach NFZ.

Myślę, że to cenna wskazówka.

Ginekolog? Czemu nie!

W pierwszej połowie grudnia byłam na oddziale endokrynologicznym. Miałam mieć podawany jod w związku z leczeniem guzków na tarczycy. Okazało się, że jednak nie ma potrzeby, ale spowodowało to, że nie mogłam poddać się badaniom hormonalnym, które miałam wyznaczone w tym samym terminie. Jednak spotkałam się z panią doktor, której powiedziałam o tym, że od kilku miesięcy nie ma plastrów, które używałam. Sama sobie zwiększyłam dawki poprzez zwiększenie ilości Divi Gelu (2 razy dziennie zamiast raz).

Pani doktor zasugerowała, żebym poszła do ginekologa, gdyż w moim wypadku zasadne jest, by HRT przejął właśnie ginekolog. Jest to możliwe po zabiegu orchi.

Zarejestrowałam się i krótko przed Świętami poszłam do ginekologa, pierwszy raz w życiu.

W rejestracji zostałam potraktowana bardzo fajnie, imię Anna w kartotece. Gdy przyszedł mój czas, poprowadzona przez pielęgniarkę poszłam do pokoju, w którym dostałam wskazówki, co mam zrobić. Wiedziałam, że badaniu ginekologicznemu poddawana nie będę, ale rozebrałam się, myśląc, że może doktor będzie chciał zobaczyć, jak mam wykonany zabieg. Poza tym, autentycznie sprawiło mi to frajdę, że byłam tak traktowana jak biologiczna kobieta, i że zasugerowano mi procedurę, jakiej przy badaniu poddają się wszystkie pacjentki.

Wreszcie weszłam do gabinetu. lekarz nie wykazał ani odrobiny konsternacji. Przyznał potem w rozmowie, że jestem jego pierwszym przypadkiem trans kobiety, ale nie miał najmniejszych oporów przed tym, by zapewnić mi wsparcie, jakiego potrzebowałam. Powiedział, że nie trzeba oczywiście robić badania ginekologicznego. Wyjaśnił mi nawet, po co je się robi. natomiast zbadał mi biust. dał wskazówki, jak mam sobie sama. Wreszcie przystąpiliśmy do faktycznego głównego celu mojej wizyty, korekty leków w HRT. Najpierw usłyszałam o sposobach, w jaki HRT jest prowadzona w przypadku biologicznych kobiet. Następnie omówiliśmy to, w jaki sposób przenieść tą wiedzę na moje potrzeby. Lekarz wskazał na różnice, jakie są pomiędzy trans kobietami a cis kobietami w odniesieniu do przyjmowania estradiolu. Następnie zaproponował uzupełnienie do leków, które używałam, dał instruktaż, jak je stosować i jak kontrolować ich działanie. Co mi się bardzo spodobało, lekarz preferuje ocenę na podstawie odczuć własnych a nie zdawanie się tylko na wynikach badań. Uspokoiło mnie to, bo pamiętam, jak się martwiłam, że mam niskie wskaźniki, podczas gdy inne trans kobiety pokazywały o wiele wyższe wskaźniki. lekarz podkreślił, że nie poziom jest ważny a to, jak organizm na to reaguje. Teraz przypomina mi się, co kiedyś mówiła mi Pani Kasia, że po dojściu do pewnego poziomu, w dalszym przebiegu HRT utrzymuje się już ten poziom, który dla organizmu jest optymalny, a nie zwiększa go w nieskończoność. Teraz lekarz ginekolog to potwierdził.

Na koniec zapytałam, czy mogę polecać pana doktora zarówno trans kobietom jak i trans mężczyznom. Potwierdził, że jak najbardziej, że skoro wykazujemy się taką determinacją w dążeniu do bycia sobą, to z jego strony możemy liczyć na pełne wsparcie i zrozumienie.

Kolejne bardzo przyjazne miejsce na mapie Poznania, w której osoby transpłciowe spotkają się ze zrozumieniem i wsparciem.

Badania kontrolne

W grudniu miałam mieć badania kontrolne na oddziale endokrynologicznym. Niestety, w tym samym dniu miałam badania na innym oddziale endokrynologicznym, które miały mnie przygotować do podania jodu w ramach leczenia guzków na tarczycy. Okazało się, ze jodu nie musiałam przyjąć, ale byłam już w systemie, więc nie mogłam w tym samym dniu pojawić się na innym oddziale, bo system tego by nie zaakceptował.

Na szczęście nowy termin mam wyznaczony na koniec lutego. Spotkałam się jednak z panią doktor i tutaj pojawiło się coś nowego. Pani doktor stwierdziła, że skoro jestem już po orchi, powinnam udać się do ginekologa, który powinien przejąc dalsze prowadzenie kuracji hormonalnej. Natomiast podczas kontrolnych badań pod koniec lutego zostaną poddane analizie efekty zmian w kuracji, jakie być może zostaną wprowadzone przez ginekologa.

Byłam już się zarejestrować w poradni i w przyszłym tygodniu, przed samymi Świętami, pojawię się u ginekologa. Pierwszy raz w życiu, ale na pewno nie ostatni. Być może będę miała wtedy już z sobą prawomocny wyrok…

Kobietą być…

Ostatnie chwile

P1080238 m

Jestem już w sądzie i czekam na ogłoszenie wyroku.

Pierwsze kroki skierowałam do sekretariatu, w którym wypytałam się o to, jak mam postąpić po rozprawie. Okazało się, że ponownie nie można stosować jednego wzorca dla wszystkich sądów. Wiele razy czytałam, że po uprawomocnieniu sąd sam wysyła odpis do Urzędu Stanu Cywilnego. W tym przypadku tak nie jest. Będe musiała sama wystąpić o odpis i dostarczyć to do Urzędu.

Dowiedziałam się też, że zapis to tylko audio, nie wideo, i że każda rozprawa to osobna płyta. Zastanawiam się, bo to, że trzy płyty to mnie nie zdziwiło, ale chciałam mieć zapis wizualny a nie tylko głosowy. Jednak mimo wszystko na zapis audio też się zdecyduję, bo to jest dla mnie bardzo ważne i chciałabym móc to sobie wysłuchać, ale też mieć stałe pod ręką, jak to wyglądało, żeby móc odpowiadać na pytania związane z procesem także za jakiś czas.

Przed chwilą dowiedziałam się, że przyjaciółka, która zaczęła swój proces znacznie później, akurat to wygrała. śmiałam się, że mnie sprzedam, i tak się stało. Choć formalnie jednak nie, bo ja ten wyrok miałam już 6 listopada, tylko wtedy go nie usłyszałam.

Już niedługo wejdę na salę i właśnie się dowiedziałam, że jednak będzie wizja, bo pani w sekretariacie myslała, że chodzi o sprawę rozwodową…

Ta sama, a jednak. Ponownie jak prawie 5 lat temu, odczytanie wyroku to było kilka minut. Wtedy stałam się wolna, a dzisiaj tej wolności nadałam nowy wymiar.

Sędzia był bardzo miły i ponownie okazało się, że dla kogoś byłam pierwszym razem. To była pierwsza sprawa o ustalenie płci sędziego, który ją prowadził.

Bardzo fajnie było widzieć i słyszeć, jak tym razem poprawia się w drugą stronę z formą wypowiedzi. Ale robił to z takim wdziękiem. Czułam to przez cały czas poręczy, że ten sędzia, już niemłody, stara się odnaleźć w tej trudnej dla niego na pewno sytuacji i teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że poradził sobie doskonale. Jednak stara szkoła, kultura, empatia to coś, czego często brakuje dziś. Cieszę się, że właśnie ten sędzia miał moją sprawę, bo sprostał jej z wielkim wyczuciem. A cały czas mam w pamięci, jak obawiałam się odwoływać od odrzucenia wniosku o zwolnienie z kosztów, by nie zrazić do siebie sędziego. Tym razem, bo zwolnienie dotyczyło tylko opłaty za pozew, sam mi powiedział, co mam zrobić, jeżeli nadal moja sytuacja finansowa jest trudna.

Wczoraj modliłam się za ofiary Transfobii. Zorganizowałam, wydaje mi się, że jedno z nielicznych, jeżeli nie jedyne, wydarzenie poświęcone pamięci ofiar w Polsce w tym roku. Był koncert, była zaduma, było wspomnienie, było nabożeństwo. i dzisiaj czułam, że oni wszyscy są obok mnie. Wczoraj, jak pisałam ich imiona, stawali się dla mnie kimś realnym, kimś z ciała i krwi. Dzięki oni byli ze mną. I na pewno kibicowali mi podczas odczytania wyroku.

Tak, wierzę w to głęboko, że dobro wraca. Zwłaszcza dobro, które inspirowane jest Wiarą w Boga.

Druga rozprawa

P1080179 m

Kolejna cenna wiedza.

Pierwsze kroki w sądzie skierowałam do sekretariatu, by zapytać, czy oświadczenie kuratorki jest w aktach. Okazało się, że tak.

Na samym początku rozprawy sędzia odczytał oświadczenie kuratorki, że nie może stawić się osobiście, ale wnosi o to, by rozprawa odbyła się pod jej nieobecność i że nie zgłasza zastrzeżeń do sentencji, że w pełni popieram powództwo. Zostało to zaprotokołowane i uznane.

Następnie zostałam zapytana , czy wnoszę nowe dowody a po moim zaprzeczeniu, czy podtrzymuję pozew. Po potwierdzeniu zostałam poproszona na miejsce przesłuchań,zostałam zaprzysiężona i dostałam zadanie opowiedzenia o tym, kiedy, jak w jaki sposób pojawiła się j mnie świadomość bycia kobietą. Tutaj przydało się wiele dyskusji,analiz, obszerna diagnoza, gdyż nie miałam żadnych problemów, by mówić składnie, pewnie i ze spokojem.

Moje wystąpienie trwało ok. 15 min. Na początku sędzia oświadczył, że musi się do mnie zwracać w wersji męskiej, bo dopiero ma zostać ustalone, czy jestem kobietą. A i tak, gdy zadawał mi pytania dodatkowe po moim wystąpieniu, zwracał się do mnie w formie żeńskiej

Na zakończenie usłyszałam, że odczytanie wyroku nastąpi 20 listopada o 15:00. Tak więc jeszcze nie usłyszałam tego upragnionego „wyroku”.

Nie wiem wątpliwości, jaki będzie.Mam nadzieję, że jakieś nieprzewidziane okoliczności nie spowodują, że usłyszę co innego.

Podczas całego mojego wystąpienia widziałam siebie na ekranie. Będę miała na płycie DVD zapis całego procesu. Szkoda,że jeszcze muszę czekać i że ponownie jechać do sądu, ale jestem wreszcie już tak blisko.

Można powiedzieć, że zaczęło się odliczanie do definitywnego zamknięcia pewnego rozdziału mojego życia…

Tak długo czekałam…

 

134_temida

W kwietniu 2015 roku umówiłam się na pierwszą wizytę u seksuologa. Pamiętam jak dziś ten dzień, gdy poszłam na wizytę do pani Pauliny. Bardzo mnie ujęła swoim podejściem do mojej osoby. Spędziłam u Niej ponad rok. Podczas naszych spotkań nie raz rozmawiałyśmy o tym, jak będzie wyglądał proces, ale przede wszystkim, próbowałyśmy sobie odpowiedzieć, co się zmieni, gdy proces dostosowania dobiegnie końca.

Od tamtego czasu wydarzyło się tak wiele. Pochowałam ojca, sprzedałam mieszkanie w Chodzieży, co wiązało się z opuszczeniem mojego rodzinnego miasta na stałe. Zaczęłam życie w Poznaniu. Zaczęłam działać aktywistycznie, zaczęłam robić coraz więcej rzeczy, które kocham.

W sierpniu 2016 roku złożyłam pozew sądowy. Miałam wtedy nadzieję, że na jednej rozprawie się skończy. Tak się nie stało. W marcu tego roku była pierwsza rozprawa. Potem byłam u biegłego. Nawet nie żałuję, bo uzyskałam potwierdzenie, że sposób, jaki preferuję i propaguję, ma swoje mocne strony. Oczywiście, są tacy, którzy uważają, że nie mam racji, że wcale nie musiało wyglądać tak, jak wyglądało. Nie ważne. Dla mnie ta droga była skuteczna i ważna. Przeszłam ją i wiem doskonale, ile mi dała, jak mi pomogła i jak dzięki temu przygotowałam się do życia, jakie obecnie prowadzę. Obecnie w ramach mojej Fundacji wdrażam usługę kompleksowego wsparcia osób transseksualnych, właśnie bazując na tym wzorcu, jakiego sama doświadczyłam. Już niedługo zacznę opracowywać praktyczny poradnik o tym, jak ten proces może wyglądać, jakie decyzje stawia przed osobą, która z niego skorzysta. Piszę – niedługo, bo wreszcie przyszedł ten moment, gdy moja długa droga, która świadomie zaczęła się jesienią 2011 roku, dobiega do swojego kulminacyjnego momentu.

Jutro jadę do Piły, do sądu, na drugą, i mam nadzieję, że ostatnią, rozprawę.

Kiedyś bardzo dawno gdzieś tam napisałam, że chciałabym kiedyś usłyszeć wyrok, który wcale wyrokiem nie jest. I jutro być może ten wyrok usłyszę.

Coś, co już praktycznie dawno odeszło, jutro być może odejdzie ostatecznie i na zawsze.

Także kiedyś, bardzo dawno napisałam, że żaden kawałek plastiku nie będzie decydował o tym, kim jestem. Tak, nadal tak uważam, ale równie silnie jestem przekonana, że ten kawałek plastiku jest ważny i cieszę się, że wreszcie, po tylu latach, będzie wskazywała na to, kim jestem, a nie to, kim według innych byłam. Tak, byłam, bo w tym przynajmniej nic się nie zmieniło. Nawet, gdyby w jakiś niepojęty sposób okazało się, że jednak tego „wyroku” nie usłyszę, nic to nie zmieni w moim życiu. Ale mam nadzieję, że to tylko czarny scenariusz, który się nie wydarzy.

Już raz narodziłam się na nowo. 16 czerwca 2016 roku na stole operacyjnym.

Jestem przekonana, i głęboko w to wierzę, że do tamtej daty dojdzie kolejna – 6 listopada 2017 roku. Dzień, gdy ostetecznie zamknie się pewien długi etap mojego życia…

 

 

Transseksualna studentka…i nie tylko.

Gdy rok temu złożyłam propozycję na spotkaniu grupy koordynatorów odnośnie nawiązania współpracy z uczelnią, której dopiero co zostałam studentką, usłyszałam tyle słów zarzutów oraz poddano mnie takiej presji, że wyszłam z tamtego spotkania z płaczem. Potem zostałam poddana silnej presji, podważono moje kompetencje, oskarżono o coś, czego nie zrobiłam, obwiniono za to, że została wypowiedziana umowa współpracy…

Do dziś nie usłyszałam słowa przepraszam od nikogo z tamtej grupy…

Nie poddałam się. Założyłam własną fundację. Zrealizowałam z powodzeniem oba projekty studenckie. Zdałam egzaminy.

Dziś wróciłam z pierwszego zjazdu w tym semestrze.

Byłam na inauguracji roku akademickiego na początku października.

Tak, jak powitała mnie Pani Prorektor, mało kto mnie wita. A odbyte potem rozmowy tylko potwierdziły, że to nie był przypadek.

Mam za sobą spotkania i rozmowy z Panią Rektor, Panią Prorektor ds Szkolenia, Panią Prodziekan Kierunku Psychologii, kilkoma wykładowcami.

I okazało się, że dla tych osób jestem osobą na tyle kompetentną, że moje propozycje zostały wysłuchane z uwagą i od razu usłyszałam o tym, w jakim zakresie mogłaby ona być realizowana.

Cieszę się tym bardziej, że już wiem, że moje studiowanie to nie będzie jedyne zajęcie związane z życiem akademickim podczas mojej przygody ze studiami.

I co najważniejsze, moje działania w tym zakresie będą ściśle związane z tematem transpłciowości. I to na wielu płaszczyznach.

Ten weekend był bardzo wyczerpujący, ale bardzo konstruktywny. Cieszę się, bo okazało się, że trafiłam na bardzo otwartych ludzi, zarówno tych, których już znałam, jak i zupełnie nowych.

Jestem przekonana, że zostały stworzone podstawy do wspaniałej współpracy, która przyczyni się do przełamania kolejnych uprzedzeń i stereotypów. A mi pozwoli wykorzystać temat transpłciowości w jeszcze szerszym wydaniu w czasie mojej kariery studenckiej.

Moja nowa grupa jest też niezwykle ciekawa. Miałam okazję przekonać się ponownie, jak kontakt z osobą trans może być trudnym przeżyciem dla kogoś innego tylko dlatego, że posiada zbyt małą wiedzę w tym zakresie. Uzmysłowiło mi to ponownie, jak ważna jest nasza obecność w przestrzeni publicznej. I to właśnie taka, z podniesioną przyłbicą, z pełną otwartością i na wyciągnięcie ręki.

Doświadczam tego stale. A mimo to, za każdym razem przeżywam bardzo, gdy ktoś mi mówi, że jestem pierwszą żywą osobą trans, jaką spotyka i że może zapytać, porozmawiać, obserwować…Dostać odpowiedź na każde pytanie.

Jest jeszcze jeden konkretny efekt rozmów, jakie dzisiaj odbyłam. Mam już prawie skonkretyzowany zakres i temat pracy licencjackiej. Oczywiście, ściśle związany z tematyką transpłciowości.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. To, jak zostałam potraktowana rok temu, poskutkowało tym, że dzisiaj rozmawiam w swoim imieniu i przedstawiam propozycje, za które w pełni odpowiadam. I mogę decyzje podejmować od razu. I to w ten weekend bardzo mi się przydało…

Jednak nie będę dziękowała. Natomiast potraktuję tą historię, jako przykład, kolejny w moim życiu, gdy pozorną klęskę przekuwam na sukces.

I dlatego, mimo, że bardzo boli to brakujące 0,1 punktu w najnowszej porażce, jakiej doświadczyłam, wierzę, że niedługo przekuję ją na kolejny sukces.

Zresztą jeden już się pojawił. Moja Fundacja za pieniądze z grantu wyda drukiem bardzo wartościową pozycję poświęconą zagadnieniom prawnym, społecznym i medycznym procesu tranzycji.

Wreszcie !

Czekałam, czekałam, i wreszcie się doczekałam. Moje czarne klasyczne szpilki będą ponownie w użyciu w sytuacji, dla której ponad rok temu je kupiłam. Pierwsze przesłuchanie miałam 16 września zeszłego roku. Teraz, już niedługo, bo 6 listopada, będę ponownie w sądzie i tym razem mam nadzieję, że ostatni raz.

Gdy usłyszałam na poczcie, że jest list sądowy, od razu wiedziałam, co to oznacza. zaraz po odebraniu otworzyłam i powiedziałam paniom w okienkach na naszej osiedlowej poczcie, że wreszcie będę mogła przestać odbierać pocztę zaadresowaną na imię Krzysztof. Stało się to okazją, by chwilę porozmawiać o tym, jak skomplikowany i długotrwały jest proces korekty płci. Chociaż z paniami na tej poczcie nigdy nie miałam problemów, a dzisiaj była sytuacja wręcz zabawna, bo był list z sądu na imię Krzysztof i paczka na imię Anna. gdy powiedziałam, że oba są do mnie, nie było żadnego problemu, a ja skorzystałam z okazji, by wyrazić radość, że już niedługo nie będę musiała podpisywać się męskim imieniem.

Oczywiście, ciekawa jestem, jak będzie wyglądał przebieg tej rozprawy, na której ja będę w roli głównej. Wszystko to wskazuje na to, że musiałabym spróbować znaleźć czas, by zając się składem kolejnej książki. Trochę zaczynam gonić w piętkę, bo nie mam czasu zrobić wszystko, co chciałabym zrobić. Ale zdecydowanie wolę tak. Tym bardziej, że w sprawie książki poczyniłam pewne kroki, które być może pozwolą mi ją wydać w trochę innej formie, niż planowałam. A to pozwoli mi w międzyczasie zająć się inną pozycją, czyli książką „Moja droga do Boga”, którą zaczęłam pisać, ale na razie musiałam ja odłożyć.

Po prostu dzieje się tyle, że muszę wybierać, czym się zajmować. Na szczęście wszystkie zobowiązania na razie jestem w stanie pogodzić, choć w związku z tym czeka mnie niedługo mały maraton. Ale także karma dobra wraca, bo wiele miesięcy wytężonej pracy oraz budowania relacji i kontaktów, zaczyna teraz procentować i przynosić efekty.

Już wiem, że mogę rozpocząć tworzyć listę podmiotów, które realnie wspierają naszą fundację:

LOGO_POZnan_RGB_JPEGKPH małe

 

Pierwszy projekt jest już w trakcie realizacji tutaj, w sprawie drugiego umowa jest już w drodze do podpisu, trzeci czeka na przejście przez odpowiednie wydziały.

Tymczasem ja czekam na pewne decyzje i jestem w trakcie realizacji przedsięwzięć, które, mam nadzieję, dodadzą kolejne logotypy do listy powyżej.

Jednak teraz, co chyba zrozumiałe, myślami jestem przy dniu 6 października i sali rozpraw pilskiego sądu. Przypominam sobie teraz słowa, które napisałam kilka lat temu, gdy pisałam o swoim rozwodzie. Wtedy nawet nie planowałam, że pójdę tą drogą, ale jakiś wewnętrzny głos kazał mi wtedy napisać, że ciesze się z tamtego wyroku, ale jeszcze bardziej chciałabym usłyszeć inny wyrok, a właściwie, wcale nie wyrok, bo to nie jest wyrok lecz zupełnie coś przeciwnego. Od rozwodu minęło prawie 5 lat, aż musiałam policzyć na palcach, bo uwierzyć nie mogłam, że to już tyle lat. Przeszłam od tego momentu długą drogę, i teraz właśnie zbliżam się do finału i do początku kompletnie nowego rozdziału w moim życiu…